• Wpisów: 932
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 22:54
  • Licznik odwiedzin: 86 542 / 3333 dni
 
gina02
 
”O-ho-ho, przechyły i przechyły,
O-ho-ho, za falą fala mknie,
O-ho-ho, trzymajcie się dziewczyny - za liny!
Ale wiatr, ósemka chyba dmie!..."

Dzisiaj w domu brzmią szanty, toczą się morskie opowieści, a z fotek spoglądają roześmiane buźki dziewczyn z Pink Team – bo im udało się zrealizować zamierzenie, osiągnęły cel w osiem godzin, przy niepomyślnych wiatrach! Wróciły przemarznięte, rozemocjonowane i szczęśliwe, z głowami pełnymi nowych – jeszcze nie wypowiedzianych – pomysłów.

A ja?

Cóż, już w piątek nieoczekiwane i niepożądane wydarzenie zaburzyło plan weekendowego wędrowania.
Wieczorem w krakowskiej filharmonii jeszcze prawdziwie ucztowałam na Bethovenowskim maratonie: dwa Koncerty fortepianowe i Uwertura Coriolan. Młody, zdolny izraelski pianista Boris Giltburg, laureat wielu międzynarodowych konkursów, zdawał się być samą muzyką, wirtuozerią zachwycał, tak jak i niezwykle emocjonalną, poetycką interpretacją wykonywanych utworów.
Azis Sadikovic, pomimo młodego wieku mocno utytułowany, wiedeński dyrygent, dosłownie zawojował publiczność interpretacją dzieł. I młodzieńczym wdziękiem :).

Koncert dobiegł końca, emocje opadły i już wiedziałam, że dalej tego dnia nie pojadę. Ból zmienił plany. Noc spędziłam w Krakowie, w połowie drogi do zamierzonego celu…

Rankiem jednak poczułam się na tyle dobrze, że postanowiłam nie rezygnować z dalszej podróży, choć już z innym zamierzeniem. Zamiast górskiego łazika, stałam się turystą-szperaczem wyszukującym interesujących miejsc. Udało się! Weekend spędziłam w bardzo ciekawy sposób.

Opowiem. Jutro?

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego