Wpisy użytkownika nomadka z dnia 2 stycznia 2016

Liczba wpisów: 1

gina02
 
W sylwestrową noc, martwe zwykle osiedle wielkiej aglomeracji, gwałtownie ożyło. Nad rozedrganym horyzontem, raz po raz, rozbłyskały barwne pióropusze kolorowych świateł. Ognie sztuczne w jakiś dziwny sposób podkreślały sztuczność całej tej chwili. Wszak tak naprawdę nic się nie rozpoczynało, ani też nie kończyło. Ulotny, płynny czas mijał, tak jak dotąd. Głośne kanonady pozbawiły mnie cennych godzin odpoczynku, a wczesnym rankiem planowałam wyjść w góry.

p2.jpg


noc wystrzałowa :)

p1.jpg


Tylko że, „wyjść w góry”, oznacza tu przynajmniej kilkugodzinną podróż do celu.

Pierwszy styczniowy poranek nowego kalendarzowego roku wstawał szarością wypełniony, osnuty smogiem i zapachem nocnych fajerwerków, a ja? Z wielkim trudem otworzyłam oczy i opuściłam cieplutką pościel… Plecak już czekał, a w nim niezbędnik mój górski napełniony z naleweczką…

p3.jpg


wyruszyliśmy :)


p7.jpg


Postanowiliśmy spędzić pierwszy dzień roku na beskidzkim szlaku.

Kilkustopniowy zaledwie mróz /minus 10 ?/ wdzierał się w nozdrza, powodując ból śluzówki i zatok. Tak szybko odwykłam od trudniejszych warunków, tak łatwo organizm zapominał. Ostre, rześkie powietrze przywołało tamte chwile, gdy twarz zamieniona w lodową maskę już nie piekła, oczy chroniły ciemne bardzo okulary, a emocje odcinały od fizycznych niewygód…

Ech, było…

A teraz? Teraz jest spacer po beskidzkich drogach będący już wysiłkiem… Kondycja odeszła, kolano boli. Kolano – ten symbol braku rozwagi - przywołuje ekscytujące minione chwile.

Powoli pokonując kolejne metry opuszczałam strefę smogu. Dzień też wolno zamieniał się w słoneczny, lekki mróz nadal trzymał. W dole, raz po raz, ktoś odpalał pozostałe po sylwestrowych szaleństwach petardy…

Celem wędrówki był Klimczok, postanowiliśmy pójść niedawno wytyczoną Beskidzką Drogą Jakubową, włączoną w jeden z z najważniejszych chrześcijańskich szlaków pielgrzymkowych, nieprzerwanie istniejący od ponad 1000 lat, a który przetrwał do dnia dzisiejszego. Szlak ten przebiega przez niemal całą Europę i kończy się w katedrze w Santiago de Compostella.

ping.jpg


Zmagam się z tą drogą do przebycia. Jakiś nieznany jeszcze jej fragment mam do odkrycia. Pamiętam, że życie jest drogą, a droga – życiem. Idę więc... Wędruję kamienistą górską ścieżką, eksponowaną mniej lub bardziej, innym razem szeroką piaszczystą drogą, po której poruszanie się wcale nie należy do łatwych… Niekiedy zdarza mi się przemieszczać asfaltową szosą, takich chwil nie lubię… Mijają mnie wtedy rozpędzone pojazdy prowadzone przez pewnych celu i zmierzających doń ekspresowo …

Niekiedy idę tą swoją drogą bez większych trudności, częściej jednak wędruję wśród kłopotów i przeszkód, trudności i problemów, powątpień i upadków. Zdarza się też, że idę prostą drogą, lecz częściej zatrzymuję się, zbaczam i szukam… Zawsze jednak idę SWOJĄ DROGĄ, różną od wielu innych dróg. Dotyka mnie spiekota, zimno, pragnienie, czasem spełnienie, przenika radość i zwykle towarzyszy nadzieja…

Kiedy opadam z sił Walter  Raleghem, poeta i podróżnik, wędrowiec, pielgrzym, motywuje mnie, podpowiada słowa modlitwy, więc wraz z nim proszę:

„Daj mi pątniczą szatę ciszy
I kostur wiary, by mnie wspierał,
Sakwę radości, chleb wieczysty,
Bym w drodze głodem nie przymierał,
Bukłak zbawienia; teraz mogę
Ruszyć w pątniczą moją drogę…”


Idę dalej…



Mój stół noworoczny :)

p4.jpg


Droga syci oczy jej własnym pięknem :) tu powyżej smogu widoczny szczyt Babiej Góry, delikatnie przebijają się też tatrzańskie szczyty, Pilsko i  Skrzyczne z trasami pokrytymi sztucznym śniegiem...

p6.jpg


pin.jpg


pi.jpg


I wszystko jasne:

DSC_0210.jpg