Wpisy użytkownika nomadka z dnia 9 grudnia 2015

Liczba wpisów: 3

gina02
 
Dzisiaj świętuję! :)

Dzień pełen miłych spotkań, zaskoczeń.

Poranek mglisty. Z wielkim trudem zwlokłam się z pościeli by zdążyć na umówione spotkanie o godzinie 9!
Kasia i Eda, świetne, młode, bardzo kreatywne kobiety zdecydowanie podniosły mój nastrój. Jak zwykle, bo mogę śmiało tak napisać!, dziewczyny remontują, malują, zmieniają otoczenie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie robiły tych remontów własnymi rękami. Eda, plastyczka z wykształcenia, dłużej niż miesiąc nie potrafi wytrzymać w przestrzeni już raz urządzonej, ukończonej. Zastałam ją przy robieniu weneckich masek na urodziny przyjaciółki :). Bo postanowiły przeżyć je w wirtualnej Wenecji, w klimacie karnawału…

Jadzia pojawiła się w drzwiach, gdy zamierzałam opuścić zwariowane dziewczyny. Nie wiedziałam, że kilka tygodni temu wróciła z Anglii. Spotkanie i wspólny spacer, ucieszyły mnie bardzo.
Ania czeka, trzeba mi odebrać od niej koronkowe, ręcznie robione anioły. Zobaczę Franka? Michasia?
_________________________________________________________

Spóźniona, popędzana telefonami, biegłam przez słońcem ogarnięte sądeckie Planty, do Krysi, mojej siostry. Nie wiedziałam, że czeka na mnie z niespodzianką.

- Przeczytaj co tam jest napisane! – powiedział z uśmiechem Staś. To dla ciebie, specjalnie.

20151208_194151.jpg


Obydwoje trzymali w  wyciągniętych w moją stronę dłonich pięknie udekorowane serce, którego zawartości mogłam się domyślić... Pierniki... Tych świąt nie spędzimy razem...

p..jpg


:)Obiad umiliła nam Seherezada Rimskiego-Korsakowa. Staś jest melomanem...:)
_________________________________________________________

Stara sądecka nekropolia, znicze, kwiaty, pożegnanie. Jakiś spokój i radość pomimo wszystko. Jakby ogarnęli mnie raz jeszcze swoją miłością, obdarzyli uśmiechem, troską.

Szybkie pakowanie. Odruchowo poprawiona kapa /tak to ponad stuletnie nakrycie łóżek, z motywem róż – taki sam zdobił kiedyś sypialnię Babci - zwała moja Mama/.

Jeszcze nie, nie umiem stąd wyjść.

Ostatnie spojrzenie na ogród zaorany, przygotowany do rodzenia gdy zima zelżeje, ale zaniedbany, na agawy i oleandry… przecież trzeba ukryć je przed zimnem! Piękne kwiaty Mamy zwiędły już …

I… no właśnie, jeszcze ONE – Tatry, jakby na pożegnanie, pojawiły się w oddali. Ciemne, granatowe prawie, wyglądały zupełnie tak, jakby stanowiły fragment teatralnej scenografii.

20151208_153036.jpg


Wyszłam szybko. Droga powrotna. Cel osiągnięty bardzo późno.
________________________________________________________

Brak powietrza w powietrzu… Smog dusi…
Zuzia nie czuje się dobrze.
_________________________________________________________

Stres. Znów zajadam go słodyczami zamiast spać!!!!! Jak dobrze, że to już ostatnia krówka:

20151208_200609.jpg
  • awatar Lovely Mess: Przepiękny widok :)
  • awatar Louve: Ty, nomadko, kojarzysz mi się właśnie z sercem...
  • awatar nomadka: @Louve: Serce, sercu nie równe ;), to pachnie obłędnie, wypełnione jest smakołykami! Wiem, wiem, jest też pewnym symbolem, dla mnie ważnym. Dziękuję, że tak miło o mnie myślisz :).
Pokaż wszystkie (8) ›
 

gina02
 
Mglisto.

Brak jakichkolwiek sznas na przejaśnienia.

Piję kawę i zastanawiam się co zrobić by ten nowy dzień nabrał treści, by stał się "jakimś"...

Pani Paulina. Trzeba mi do niej zadzwonić, zawsze tak pięknie cieszy się, gdy o niej pamiętam. Ma już prawie 88 lat i dalsze życiowe zawirowania...
_________________________________________________________

W aromatycznych oparach kawy rozwiązuje krzyżówkę :). Przedłużam miłą chwilę nic nie robienia!

Hasło na dziś:"Duma kuma" - :)
  • awatar portrotterdam: To Pani Paulina ma zawirowania? Mam nadzieje że pozytywne, bo takie starsze panie są najlepsze
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gina02
 
Zupełnie świadomie użyłam słowa „zawirowania” pisząc o Paulinie. Synonimem jego jest: perturbacja, zamieszanie, powikłanie, komplikacja… - i tak właśnie jest.

Paulina ukończyła 88 lat, jest absolutnie sprawna umysłowo, ma nadal ogromną energię życia, mnóstwo pomysłów i wiedzę popartą doświadczeniem życia na dwóch kontynentach. Odporna psychika bez wątpienia też jest jej mocną stroną. Fizycznie, niestety, zaczyna podupadać.

Urodziła się na pograniczu dwóch kultur i dwóch narodów. Wywieziona na roboty do Niemiec nie wróciła do Polski. Dorosłe życie spędziła w Kanadzie i kilku stanach USA.  Jeszcze w Niemczech wyszła za mąż, za przystojnego, ale mało wrażliwego Ukraińca. Jej mąż Nikola zmarł 15 lat temu. Wtedy to Paulina postanowiła zostawić  zgromadzony przez życie majątek swoim synom i powrócić do wyidealizowanej, utraconej kiedyś, Ojczyzny.

Od tamtej pory upłynęło trochę czasu i wiele wody w Sanie… Paulina nie odnalazła Polski takiej, za jaką tęskniła, spotkało ją w kraju dużo trudnych doświadczeń. Starsza pani zbyt samodzielna i odważna nie zaakceptowała życia w DPS, wyprowadziła się i odtąd kilkakrotnie już zmieniała miejsca zamieszkania szukając rodziny, miłości, akceptacji, bezskutecznie szukając domu.

Kilka miesięcy temu zmarł w USA jej starszy syn. Młodszy, bardzo dobrze usytuowany, wykształcony, zaproponował matce powrót do Stanów.

- „Ma duży dom nad jeziorem w Chicago. Trzy kondygnacje, mieszkają tam 2 osoby i kot. Dla mnie nie ma miejsca. Jego żona Szkotka, nie lubi Polaków...” – żal brzmiał w jej głosie – „Chce mnie zabrać, ale do zakładu. Tam już byłam po śmierci męża.”

To stamtąd uciekła przerażona widmem eutanazji…

Pomimo wszystko Paulina nie traci nadziei, nawet pewnego rodzaju entuzjazmu. Planuje życie, nie jego kres! Bo Paulina jest człowiekiem walki! Obiecałam, że będziemy świętować kolejną okrągłą rocznicę jej urodzin.

Bardzo lubię z nią rozmawiać. Po każdej wymianie zdań zupełnie inaczej postrzegam swoje życie… Paradoksalnie, ta starsza pani, umacnia mnie zawsze wtedy, gdy nie mam już sił wędrować… I modli się za mnie...