Wpisy użytkownika nomadka z dnia 3 marca 2014

Liczba wpisów: 2

gina02
 
Po raz pierwszy od bardzo dawna zatańczyłam. Tancerz, cudownie prowadził. Dwudziestosześcioletni  Jurek z zespołem Downa ma nieprawdopodobne wyczucie rytmu. Patrzyłam z niemałą zazdrością na łatwość z jaką obdarzał miłością swoich bliskich, na ciepło, którym zarażał, pogodę, którą emanował!

Wczoraj maleńka Małgosia, córeczka Kingi i Tomka,  przyjęła sakrament Chrztu świętego. Potem wspólnie i radośnie świętowaliśmy Paschę, przez którą przeszła.
Po raz pierwszy na uroczystości rodzinnej nie było seniora rodu. Wciąż jeszcze jest w szpitalu…
 

gina02
 
Wczoraj w zupełnej ciszy słuchałam  świeckiej misjonarki  s. Barbary Rajczak, która wiele lat przepracowała w indyjskich umieralniach w Kalkucie. Z wielką pokorą i ogromnym autentyzmem mówiła o najbiedniejszych z biednych, o koloniach trędowatych i o osobach tam pracujących. Mówiła też o niezwykłej postaci jaką - dla mnie - była matka Teresa z Kalkuty, z którą misjonarka miała szczęście pracować. Nieraz myślę o drobnej, a tak wielkiej, kobiecie, która czas swojego życia wykorzystała najpiękniej jak mogła niosąc pomoc tym, których już nikt dostrzec nie chciał – umierającym w rynsztokach Kalkuty.
Dwukrotnie, przy okazji włóczęgi po Bałkanach,  odwiedziłam Skopje, gdzie w albańskiej rodzinie przyszła na świat, jeszcze w czasach imperium Osmańskiego. Zwykła dziewczyna, dorastająca w mieszczańskim  domu, stała się wielką orędowniczką najuboższych z ubogich…

Jej czas i mój czas – co z nim uczyniłam?

Kilka dni temu w szpitalnej, zatłoczonej sali na oddziale internistycznym, w której leży mój tato pojawił się pan dr specjalista laryngolog. Duży i mocny, uzbrojony w śmieszny rodzaj hełmu na głowie ze światełkiem i z walizeczką zawierającą potrzebne instrumenty, z osobistą ogromną energią, zrobił wrażenie. Przyszedł zbadać kilku pacjentów. Gdy zakończył badanie, dwóch innych staruszków zwróciło się do niego o pomoc /objawy wskazywały na kłopoty laryngologiczne/.  Pan doktor, bez zmrużenia oka, odmówił jakiejkolwiek interwencji: - Przyjdę, jak otrzymam zlecenie od ordynatora  - oznajmił i odszedł…
Zgaszeni staruszkowie nadal pokasływali, smutni, wtuleni w beznadziejne szpitalne poduszki, położone na jeszcze gorszych łóżkach…

Zrobiło mi się smutno.