Wpisy użytkownika nomadka z dnia 17 lutego 2014

Liczba wpisów: 2

gina02
 
Pakuję, właściwie wcale nie rozpakowaną, walizkę.
Łzy płyną bez mojej woli, samoistnie.

Telefon nie pozostawił złudzeń.

Wracam.

Boże, jak bardzo boje się bezradności wobec ogromnego cierpienia kochanej osoby... Kolejne doświadczenie odbiera mi siły zanim zmierzę się z nim twarzą w twarz.

Chyba nigdy nie zrozumiem sensu takiego cierpienia... Niedołamana trzcina... To ja?
  • awatar ponurnik: Matko,co sie znowu stalo?!
  • awatar nomadka: Nic nowego. Albo raczej nowe, bo niechciane cierpienie Taty. Te serca naprawdę nie mogły żyć bez siebie, choroba go zdominowała, lekarze - jak dotąd - są kompletnie bezradni. Nie umieją pomóc, nawet zmniejszyć cierpienia. Ja wciąż jeszcze nie odpoczęłam po doświadczeniach ostatnich lat, stałam się mało odporna na cierpienie tych, których tak bardzo kocham. Boję się wrócić i zmierzyć z prawdą. Wyjechałam zaledwie tydzień temu, a sygnały, które odbieram są zatrważające.
  • awatar barbarella: Przytulam i ściskam z całych sił Nomadko.
Pokaż wszystkie (8) ›
 

gina02
 
W sierpniowy upalny dzień, ogromny prom kierował się w stronę Dardaneli /rozdzielających?/ łączących Morze Marmara z pięknym Morzem Śródziemnym. W swoim wnętrzu ukrywał nieomal całe miasteczko; ludzi, restauracje, baseny, a nawet samochody. W tłumie znaleźli się także Ci, dla których pozostał jedynie deck… Byłam wśród nich i ja z moją małą wtedy córeczką.

Kilka dni wcześniej zrealizowałam jedno z marzeń, spotkałam bizantyński Konstantynopol, dzisiaj piękny Istambuł. Uczestniczyłam w tureckim weselu, jadłam cudownie dobre potrawy w małych knajpkach zawieszonych nad Bosforem. Próbowałam zrozumieć „ inne”  –  tu świat islamu. Teraz wyruszałam w kierunku azjatyckiej części mojej wymarzonej przygody...

Korzystałam z pomocnych kontaktów moich śląskich przyjaciół. A były skuteczne. To dzięki nim znalazłam miejsce na owym decku wielkiego promu. Telefon jednego z tureckich „opiekunów”  /oficer okrętowy/ zobowiązał lekarza okrętowego do zajęcia się podróżnikami. Lekarz ów wziął sobie do serca prośbę i… tu zaczyna się nieprawdopodobnie zabawna sytuacja ze mną i Zuzą /moja córka/ w roli głównej.

Pogodny dzień, ogromny prom, ciekawe miejsca, ludzie i baseny… Moje dziecko i ja, wskoczyłyśmy  do błękitnej, bardzo słonej wody, z prawdziwym  entuzjazmem.
Tymczasem ów Lekarz – Opiekun, potraktował prośbę znajomego  bardzo poważnie. Zostałyśmy zaproszone na nocleg do jego kabiny. Schodziłam w dół ogromnego statku z zainteresowaniem, ale i dziwnym niepokojem, jak wiecie zdecydowanie bardziej bliskie mi są bezkresne podniebne przestrzenie. Kabina bez okna, pan z nieznajomością języka którym ja władałam, zamknięta przestrzeń, mała córeczka, dziwne poczucie zagrożenia. „Opiekun” zaproponował prysznic, sam zresztą z niego bezzwłocznie skorzystał…

Wyobraźnia zaczęła pracować... Zabrałam więc dziecko i w nieprawdopodobnie szybkim tempie, zwinęłam się z koi. Nie pamiętam jak dotarłam na deck, ale dotarłam. Chwilę później pojawił się na nim nasz Opiekun, głośno wykrzykując coś w naszą stronę. Nie rozumiałam języka, którym się posługiwał. On sam, zrozpaczony moją indolencją, zaczepiał innych podróżnych z nadzieją na to, że mojemu zakutemu łbu przekazać zechcą ważną informację. że; POWINNAM SIĘ WYKĄPAĆ!

Chwilę później wysłuchałam tego polecenia w języku francuskim, niemieckim i angielskim… Poczułam się dziwnie, wszak nie czułam się specjalnie brudna…

Do kabiny nie wróciłam, zrezygnowałam z wygodnej koi.

Jakiś czas później zrozumiałam, że intencje "Opiekuna" były absolutnie czyste. Troszczył się o naszą delikatną skórę... Pojęłam też jak "wielkie oczy może mieć strach"... :)

Noc spędziłam na decku, który zaoferował nam piękne światła cieśniny, niebo przejrzyste z jasno świecącymi gwiazdami. Poranek podarował nam też cudowny balet w wykonaniu stada delfinów. Płynęły za promem, wyskakiwały ponad poziom błękitnych fal, tańczyły pomiędzy niebem, a morzem, których granice w tej chwili zatarły się całkowicie…

Dzisiaj wrócił do mnie ten obraz.  Chęć ucieczki?
Może...
  • awatar Do jutra: A nie moglyscie wziac prysznica u siebie w kajucie zanim do niego zeszlyscie ? Jakiej on byl narodowosci?
  • awatar nomadka: @Do jutra: Nie miałyśmy kajuty, prom był przepełniony. Spałyśmy na górnym pokładzie, pod gwiazdami :). Śmieszność sytuacji polegała na tym, że ów odpowiedzialny pan bardzo chciał nas ochronić przed problemami skórnymi po kąpieli w mocno zasolonej wodzie, ale nie umiał nam tego przekazać. Gdy nas odnalazł na pokładzie, wołał głośno, coraz to głośniej, że mamy wziąć kąpiel... Czułam się idiotycznie, ale potem nie umiałam opanować śmiechu!
Pokaż wszystkie (2) ›