Wpisy użytkownika nomadka z dnia 6 stycznia 2014

Liczba wpisów: 3

gina02
 
Dolina tam jest bardzo wąska, stok stromo opada w kierunku długiej, zbudowanej z drewnianych bali chaty, podobnej do chyży łemkowskiej. Kiedyś zamieszkiwali ją ludzie pracujący w odległym mieście. Tu rodziły się ich dzieci, umierali starcy… Do chaty prowadziła jedynie wąska ścieżka wydeptana przez jej mieszkańców,wspinała się ostro, a rozpoczynała obok źródełka i starych, omszałych, dawno opuszczonych uli.

Miejscu temu Sio oddała całe swoje serce. Zacisze, porównywała do raju, w którym salamandry bez lęku biegają po rozłożonym na łące kocu, sarny podchodzą do okien, a popielice i nietoperze na starym boisku mają swoje przytulisko. Czysta krystalicznie, źródlana woda daje ożeźwienie po intensywnym marszu.

Wiosną na kwitnącej łące, nieopodal domu, Sio organizowała ognisko dla przyjaciół. A miała ich wielu. Zdarzały się tu dzikie tańce, zimą kolędowanie, wtedy, gdy kolędnikom udało się przedrzeć przez ogromne zaspy śnieżne. Bo zimy bywały tu naprawdę mocne.

Długie, nocne rozmowy kończyłyśmy z Sio zwykle wtedy, gdy świt zaglądał do okien, oczy zaczynał morzyć sen, a senne marzenia same wyłaniały się z iskier cicho spadających do popielnika.  Ogień wciąż w piecu buzował wesoło.

Teraz dom stoi pusty. Niszczeje.

W sobotni, jeszcze grudniowy dzień, dom zaludniły znów ludzkie postacie. Moi bliscy urządzili w nim spotkanie kolędowe.  Poczułam w sobie dziwnie mocny opór, więc zabrałam plecak i ciężkie górskie buty. Wyruszyłam na szlak samotnie…

Dzień był piękny, mocny wiatr zginał wierzchołki drzew tak lekko, jak zwykł kołysać trawy na łące. Bukowe liście w mrocznym lesie, tańczyły pięknie. Pnie drzew skrzypiały tajemniczo. Po niebie przesuwały się obłoki o zaskakujących kształtach i  kolorach. Wędrowałam, tak jak kiedyś…

Upajałam się ciszą. Przyglądałam górskim szczytom, trawom wcale nie grudniowym, nielicznym łachom śniegu i lodu na ścieżce. Gdzieś w dole tętniło życie, błękitny Poprad przecinał szeroką dolinę oddzielającą pasmo Radziejowej, od pasma szczytów Jaworzyny Krynickiej. W oddali widziałam zaśnieżone łąki… Wierchomla? Runek, Pusta Wielka… Powróciły wspomnienia.

Dolina Popradu.jpg

W dole tętniło życie:).

Dobrze znany teren stał mi się jednak dziwnie obcy. Powstały drogi, pojawiły się samochody i motory krosowe, quady… Stara, samotna kobieta z kurnej chatki w kolorze błękitu, zaczepionej na obrzeżu przepięknej polany Poczekaj, powędrowała już na łąki, na których nigdy niczego jej nie braknie. Nie będzie nosić wody w metalowym wiaderku po stromym stoku i wąskiej ścieżce. Wypatrywać gości... Jej krówkę i psa pewnie ktoś przygarnął.

Ostatni Mohikanie moich Beskidów, wolni i niezależni, odeszli cichutko… Zabrali ze sobą piękne historie, które pisało ich życie, zabrali to co kochałam najbardziej; gościnność i ufność, która pozwalała zaprosić nieznajomych na pogawędkę, kawę i łyk cudownie dobrej samogony…

chata samotnego mieszkańca gór.jpg

Chata Samotnika...

Ech, moje góry błękitne, jakie będziecie?
  • awatar nomadka: @wolny od przyszłości: Ta tyż potargano :)! Tylko kapeli brakuje! Nie peniaj, może i one mają dusze? Inną... Może?
  • awatar nomadka: Wymiękłam!!!: www.youtube.com/watch?v=TYJjo4rZYYk Nie oglądam tv, nie znałam programu, znalazłam w internecie. Co to jest?
  • awatar nomadka: @wolny od przyszłości, Louve: ..."Bedemy se razem Janicku śpiywać bedzie na wirsycku echo odbijać. Na tyj polanie, na tym wirsycku, bedemy se śpiwać razem Janicku!" Na Caryńskiej, albo nie... ;)
Pokaż wszystkie (9) ›
 

gina02
 
Orszaki Trzech Króli zdominowały centra miast, rozśpiewane korowody wyruszyły by złożyć hołd Dzieciątku. Zmęczenie i potrzeba ciszy zatrzymały mnie w domu. Nucę kolędy, słucham współczesnych aranżacji. Cieszę się pięknie brzmiącą wokalizą. Odpoczywam.

Od czterech dni jestem w domu, oglądam szary świat z X piętra brzydkiego domu… Dobre wino z Bośni i Hercegowiny, pachnące latem, wypełnione wspomnieniami, nie jest w stanie nadać koloru otaczającej mnie rzeczywistości.

Telefon wzywa do powrotu…

- Jednak poszedł? Przecież nie czuje się dobrze…
- Tak, powiedział, że jest to sprawa honoru…
Hmm, mój Tato opanował ból i stanął, jak czyni to od wielu lat, w poczcie sztandarowym organizacji do której należy.

„Sprawa honoru” … Te słowa, minionego lata słyszałam w Albanii. Wciąż wypełnia je głęboki sens i autentyczna prawda...

Bałkany. .. Powinnam wrócić. Chcę...
  • awatar nomadka: @wolny od przyszłości:"VARDAR" skądś mi znane ;) Muzyka gorąca, rytm mi bliski, to muzyka ludzi gór (chyba)?!
  • awatar kokonowa: Tylko nie uciekaj znowu,prosze.
  • awatar nomadka: @kokonowa: Nie uciekam, chociaż może? Czasem? Teraz trochę tutaj pobędę :)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

gina02
 
Przynaglona telefonami wracałam do chatki w której biesiadowali moi bliscy. Zmierzch nadciągał. Dym z komina napełniał powietrze zapachem żywicznym. Palą dobrym drewnem, pomyślałam.  

Powitało mnie ciepłe, jasno oświetlone wnętrze, napełnione delikatnym aromatem jodłowych gałęzi. Na piecu sapał ogromny gar, jak zawsze, pełen parującej wody… Na stole leżały ostatnie już, pyszne placki pieczone na blasze pieca. Przyniósł je sąsiad, mąż pani Zofii.  Ona sama już nie opuszcza zagrody… Za stołem siedzieli rozśpiewani moi kochani.

- Zjedliśmy już, tylko pierogi na ciebie czekają – usłyszałam, zanim dostrzegłam wzrok Antka! Błyszczące oczy dziecka wpatrywały się we mnie z napięciem.

- Ciociu, ciocia pójdzie jeszcze? – usłyszałam. Zrozumiałam…
- Antek, chcesz iść? Na Kordowiec?

Głupie pytanie…

Kilka minut później łąkami, jarami i drogą świeżo wybudowaną, Antkowym entuzjazmem wsparta, wędrowałam w kierunku Kordowca.

- Ciociu, ja chcę iść na ten szczyt, na którym ciocia była… Mogę iść szybciej!

- Nie zdążymy, w górach zmrok zapada gwałtownie, wystarczy, że słońce schowa się za grzbiet. .. Lubisz góry?

Kordowiec. Była tu kiedyś jednoizbowa, drewniana szkoła. Jeszcze żyją osoby, które do niej chodziły. Teraz zamieniła się w małe, prywatne schronisko. Za to źródełko pozostało tajemnicze i dzikie, przepiękny modrzew sięgnął jeszcze bliżej gwiazd, a łachy śniegu cieszyły zarówno małego, drobnego chłopca, jak i jego ciotkę! Antek z radością ślizgał się po oblodzonych fragmentach drogi.

- Antek, tu możesz, ale jak wybierzemy się w inne góry, lód może być pułapką…

- Musimy wracać, nie mamy czołówek!

Z żalem zarządziłam odwrót. Na powrót wybrałam gruntową drogę, więc spokojnie mogliśmy iść obok siebie i gawędzić. O górach, książkach, które Antek pochłania, o przygodzie, tej najprawdziwszej, którą każdy z nas nosi w sobie…  Antek podskakiwał, podśpiewywał, moje serce też wypełniała radość.

- Ciociu, co znaczy „wiele”? Więcej niż dwa, bo dwa to para!

- „Takie tam i tym podobne” – wolę „takie tam”, bo jak napiszę „ tym podobne”  to potem muszę napisać co jest podobne np. kopia, pika itd.  – zafascynowany fantastyką Antek pisze...

- Napisałem suplement do drugiego tomu…

- Ciociu, czy tu słychać potok? Dlaczego nie było go słychać na dolę? Chodźmy tam!

I tym razem musiałam zgasić zapał współtowarzysza wędrówki. Czas naglił.  
Opowiedziałam mu  więc o potoku szemrzącym w dole ciemniejącej już doliny… O pewnej niespodziance.

Był sobie wtedy taki zwykły, majowy dzień. Wysiadłam z busa u podnóża doliny, czekała mnie więc długa wędrówka do celu, bo tym razem  postanowiłam drogę do chaty pokonać wzdłuż potoku, który po zimowych roztopach żywiołowo rozpryskiwał się na głazach, rozlewał po wyżłobionym przez siebie jarze. Nikt nie chodził tą drogą, bo i po co? Przedzierałam się z trudem przez gęstą roślinność, z radością dziecka wsłuchiwałam w szum potoku, chłonęłam jego urodę. Zatrzymywałam zauroczona dziczą, promieniem słońca tęczowo rozszczepionym w rozproszonych kroplach. Kontemplowałam piękno. I wtedy…

Podniosłam głowę, jakby zwabiona jego spojrzeniem. Oniemiałam z zachwytu. W odległości około 20 m, po drugiej stronie potoku, dojrzałam wpatrzonego we mnie ogromnego rysia. Był skupiony, wyprężony  i spokojny. Patrzył…

- Co? Ciocia spotkała tu Rysia? Biskupa?!!! – radosny głos mojego krakowskiego siostrzeńca  przerwał opowieść.
Ryknęliśmy śmiechem, równo, obydwoje.

Ciepłe światło sączące się z okna, wskazało nam drogę. Zapraszało, wabiło…  W chacie kolędowanie dobiegało końca. Wróciliśmy w samą porę.

ryterska samotnia.jpg


Ech, Antek, lubię z tobą rozmawiać… Boję się, że dorośniesz…
  • awatar ziemiojad2: oo, spałam w tym schronisku, pewnie 9 lat temu :) A tam wyżej stoi samotnie taki drewniany dom - mieszkała w nim starsza kobieta, mieszka jeszcze?
  • awatar nomadka: @ziemiojad2: Czy piszesz o Polanie Poczekaj i samotnej babci Nowakowej? Mieszkała w ostatniej kurnej chacie w Beskidach.Zmarła w ubiegłym roku. Tak o niej napisano w nekrologu: "Odeszła Gazdyni beskidzkiej przestrzeni, Królowa naszych gór. Babcia z Poczekaja. Odeszła Babcia wszystkich, którzy kochali ją i wierchowe życie. Opiekunka wędrowców, przystań dla zmęczonych. Jej opowieści, poczucie humoru, otwartość na ludzi, góralski upór w trwaniu w wyźniej krainie, szczera życzliwość, którą obdarzała turystów przelatujących jak ptaki i tych, co trwali obok jak pnioki. Skromność i zmaganie się z codziennością – to wszystko było wzorem , jak można żyć prosto i pięknie. Jej życie było mostem między dawnością a przeszłością – bo babcia z dymnej chałupy bywała bohaterką filmów i blogów internetowych. Ubogacała nas wszystkich, wzbogacała też zbiory piwniczańskiego muzeum TMP o eksponaty, w których teraz będzie trwać nasza serdeczna pamięć o Niej. Jej ciało spocznie na cmentarzu w koronie gór."
  • awatar ziemiojad2: @nomadka: pięknie. Spotkałam ją tylko raz, akurat ścinała kosą pokrzywy, zamieniliśmy tylko parę słów.
Pokaż wszystkie (11) ›