Wpisy użytkownika nomadka z dnia 25 sierpnia 2012

Liczba wpisów: 3

gina02
 
Kiedyś:

W moim mieście, przy pewnej ulicy nieopodal Rynku, znalazły swoje miejsce różnorakie zakłady rzemieślnicze. Byli tam szewcy, krawcy, piekarz wypiekający prawdziwe, pachnące bułki pokryte chrupiącą skóreczką... Był też parasolnik, który robił sprzęt potrzeby w deszczowe dni, a nieco dalej, mieścił się mały zakład produkujący doskonałe, tradycyjną metodą wyrabiane, lody.

Właściciele tych ostatnich warsztatów żyli w ustawicznym, trudnym do zażegnania, konflikcie:

parasolnik życzył sobie, by wciąż padał deszcz
pan produkujący lody, by zawsze świeciło słońce...

Mama, która dzisiaj przywołała tamten czas, mówiła że panowie ci wciąż się ze sobą sprzeczali.

Pomyślałam, że nie pamiętam pana Parasolnika, natomiast smak po kryjomu jedzonych lodów, wciąż tkwi w pojemnej pamięci, tej sentymentalnej. Firma „MIŚ”, była konkurencyjną dla tej, którą prowadzili nasi rodzice...

Teraz:

W moim mieście, przy tej samej ulicy nie ma już zakładów rzemieślniczych. Nie ma parasolników, piekarzy. Bułki, odpiekane z mrożonego ciasta, już nie pachną tak jak kiedyś, ...
Moi rodzice nie mają konkurencji w uprawianiu cudownie pięknego ogrodu, w zupełnie innym miejscu.
Tradycyjnych lodów już prawie nie ma, robi je niewiele firm. Jedną z nich odziedziczyła moja siostra... Nadal wytwarza te doskonałe smakołyki z naturalnych surowców. Brak im jednak tamtego smaku wczesno dziecięcych lat...
  • awatar portrotterdam: Smaki z dzieciństwa zawsze wydają się bardziej intensywne i bogatsze, zapachy - mocniejsze i bardziej aromatyczne, miejsca - były magiczne, przestrzenie - dużo większe...
  • awatar nomadka: @Postać Nieobliczalna: To prawda, magia tamtych bezpiecznych dni, przestrzeni nieogarnionych, ciekawości świata, intensywności wszystkiego, to świat za którym gdzieś tam w głębi mojej osoby wciąż tęsknię. Odnajduję go we wspomnieniach Rodziców... :) "Parasolnik" - to zawód już chyba nieznany, a lody tradycyjne ze świeżych owoców, czekolady, kawy i prawdziwego mleka, śmietany, jaj - to chyba też przeszłość...
  • awatar Louve: ale, jak zawsze bywa, ludzie nie czuli się magicznie, a marząc o nowoczesności sprowadzono wszystko po trochu do symbolu, do plastiku, do imitacji...
Pokaż wszystkie (4) ›
 

gina02
 
- Podsłuchaj jaką ma ładną muzykę, jak pięknie tika i nadal wskazuje czas... - powiedziała podając mi zegarek ze stalową bransoletką.

Przyłożyłam podany przedmiot do ucha. Tak, ma piękną muzykę i jeszcze piękniejszą historię.

Kilka dni temu do firmy mojej Siostry przyszedł stary człowiek. Szukał poprzedniego jej właściciela, pytał czy żyje, gdzie przebywa, czy i jak może się z nim skontaktować. Zaintrygowana ciekawością nieznajomego, siostra zapytała go o cel tej inwigilacji.

- Przyniosłem przedmiot należący do pani ojca. Ktoś bardzo mi bliski, przyjaciel, wiele lat temu, przez młodzieńczą głupotę, zabrał go... Teraz był do spowiedzi. Chce oddać skradzioną rzecz... To zegarek...

Przyszedł piechotą z daleka. Nie wyjawił kim jest, kim był ten, który przez wiele, wiele lat zmagał się z własnym sumieniem.

Patrzę na stalową Raketę, widzę w niej piękną historię człowieka, który pokonał słabość. I cieszę się, że Raketa stała się rakietą do nieba :).

Tato nie pamięta tego zegarka,  minęło zbyt wiele lat od jego zniknięcia.
  • awatar tannat: i wciąż chodzi :)
  • awatar nomadka: @tannat: Tak, nadal odmierza czas. Zostawię go, żeby nie zapomnieć. :)
  • awatar barbarella: Piękna historia :)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

gina02
 
- Dzisiaj sw. Bartłomieja. Nie mogłam nie pójść do kościoła. - cichutko oznajmiła krucha staruszka, którą Tato zaprosił do samochodu. W spiekocie dnia wędrowała rozkopaną, przez firmę wykonującą kanalizację, drogą. Przyszła z gór...

- W ten dzień, sześćdziesiąt dwa lata temu, zaprosił mnie do swoich rodziców, na odpust. Po raz pierwszy... - kontynuowała opowieść. Jej twarz promieniała, rozjaśniona jakimś niezwykłym uśmiechem, skierowanym bardziej ku wspomnieniu, niż osobie, która siedziała obok niej...

- Nie żyje. Zmarł miesiąc przed 50 rocznicą ślubu...

Słuchałam.

W sercu zrodził się smutek.

Ja? Nie pamiętam...