Wpisy użytkownika nomadka z dnia 2 sierpnia 2012

Liczba wpisów: 1

gina02
 
To będzie długi i wcale nie wakacyjny wpis.


Wiadomość uderzyła we mnie jak trąba powietrzna. Złamała.


Poznałam ich w trudnym momencie życia. Był piękny maj. Sio, po trzeciej operacji spowodowanej odradzającym się guzem, z trudem dochodziła do siebie. Warszawska klinika stała się moim domem w te trudne dni. Nie chciałam uwierzyć, że choroby Sio nie da się pokonać. Walczyłam, jak tylko mogłam.

- Guz nie jest złośliwy. To znaczy, jest miejscowo złośliwy. Odrasta. - poinformował mnie lekarz prowadzący. - Pani siostra może być zupełnie zdrowa, jeśli poddana zostanie naświetlaniom protonowym. To najlepsza, najskuteczniejsza forma walki z tego typu nowotworami.

Nie mogłam usłyszeć niczego lepszego. Pan dr obiecał przekazać mi materiały naukowe dotyczące tego typu schorzeń leczonych w Paryżu. Tej nocy nie zmrużyłam oka, na łóżku polowym, w obcym pokoju czekałam z niepokojem na świt. Ranek podarował mi spotkanie z dwoma młodymi docentami. Obaj wierzyli w skuteczność terapii, byleby była szybko. Zwątpiłam... Znałam realia kliniki w Warszawie, szpitala w Nowym Sączu i Krakowie... Nie znałam koszmaru kontaktów z NFZ...

Wtedy zdarzył się cud. Jeden z wielu, jakie towarzyszyły nam na męczeńskiej drodze Sio.

- Maciek jest po naświetlaniach w Paryżu. Ma przetartą drogę, dam pani nr tel. do jego ojca, proszę zadzwonić, wyraził zgodę na kontakt. Leci na konsultacje do Paryża.

Zadzwoniłam. Głos zamierał w gardle. Pan Dariusz, ojciec Maćka wyszedł natychmiast naprzeciw moim nadziejom, bo nie – oczekiwaniom. Następnego dnia ten cudowny człowiek pomógł mi załatwić wszystkie formalności w warszawskiej klinice, zabrał dokumentacje dotyczącą choroby Sio i jeszcze tego samego dnia poleciał do Paryża.

- Udało się, prof. H. zapoznał się z przypadkiem, ominęłyście panie kilkumiesięczne oczekiwanie – oznajmił z radością już następnego dnia.

Nie będę pisała co przeszłyśmy później, nie jest to już istotne. Chcę napisać o wspaniałych ludziach, którzy walczyli przez kilka lat o życie jedynego syna, z uporem i wiarą, z odwagą i bezkompromisowością.  Maciek, sportowiec, pełen pasji i radości życia, zachorował mając lat 15...

Dwa lata temu, pani Jadwiga, mama Maćka, pisała z radością do Sio: ”Maciek zdał maturę z matematyki! Zarezerwowałam Ci noclegi u sióstr, będzie taniej.”  Była dużym wsparciem dla nas, wiedziała, gdzie możemy zaoszczędzić parę euro, jak poruszać się po paryskim medycznym świecie. Dzieliła się tą wiedzą z Sio, pomagała jak mogła. Sio przegrała. Gdy umierała, pani Jadwiga była z synem w Paryżu. Przeczytałam wtedy na stronie Fundacji wspierającej walkę Maćka:
 
" Maciek J. przeszedł protonoterapię w Centre de Protontherapie d’Orsay w Paryżu. W chwili zdiagnozowania guz miał tak duże rozmiary, że mimo operacji jego częściowego usunięcia Maciej musiał być naświetlany maksymalną możliwą do zastosowania dawką promieniowania. Po naświetlaniu kontrolne rezonanse magnetyczne wykazały znaczną regresję pozostałości guza i utrzymanie się tego stanu. Niestety, ostatni rezonans magnetyczny wykazał jednak, iż wyraźnie powiększyła się część guza (ma obecnie wymiary 46x24mm). W zaistniałej sytuacji Maciej musi być poddany jak najszybciej reoperacji w szpitalu Lariboisiere w Paryżu, polegającej na usunięciu fragmentów aktywnego guza podstawy czaszki. Szpital ten posiada największe doświadczenie w operacjach wykonywanych po naświetlaniach protonowych. Operacja będzie bardzo skomplikowana i będzie wymagała sprzętu do neuronawigacji o najwyższych parametrach dokładności oraz doświadczenia lekarzy w operacjach wykonywanych po naświetleniach protonowych.”

Po śmierci Sio, skoncentrowana na własnym bólu, straciłam kontakt z nimi.

Wczoraj otrzymałam sms-a:

„Dziś, około 15 Maciej odszedł do Pana.”

Tak bardzo pragnęłam, wierzyłam, że będzie inaczej...


  • awatar Louve: ...
  • awatar TaniecNocy...: Coraz czesciej mysle ze walka z rakiem to jak walka z wiatrakami :( ...
  • awatar tannat: Nomadko....
Pokaż wszystkie (10) ›