Wpisy użytkownika nomadka z dnia 27 stycznia 2012

Liczba wpisów: 1

gina02
 
Żelazko lekko przesuwa się po tkaninie piżamy z miękkiego włókna bambusowego.

Dwa, może trzy lata temu, a może? Nie, nie pamiętam… Było tak:

To miał być wyjątkowy rejs na wyspy Brijuni. W pogodny, wczesny ranek wypłynęliśmy z niezwykle malowniczego Rovignio...

Zaprosiłam go. Całą sobą chciałam dzielić z nim właśnie radość, obdarować go tym wszystkim, czym zdążyłam zauroczyć się jakiś czas temu.  Bo dla archipelagu, składającego się z 14 wysp, na południowym krańcu Półwyspu Istria, można stracić nie tylko głowę... To tutaj miał ukochaną letnią rezydencje marszałek Tito. Spędzał w niej 6 miesięcy w roku, od 1949 r. aż do śmierci , w 1980 r. Zapraszał  przywódców różnych państw, przyjaciół i ulubionych artystów, by wspólnie z nim smakować mogli uroki Brjuni. Żył jak najprawdziwszy szejk w otoczeniu przecudnej przyrody i luksusu, a nie jak zgrzebny przywódca komunistyczny. Na wyspie Veli Brijun posiadał 3 pałace: Vila Jadranka, Bijela Villa i Villa Hriiinka.

Teraz i ja chciałam dzielić swoje zauroczenie starą oliwką, cudownie czystą wodą w błękitnych lagunach, niezwykłym bogactwem flory i fauny, kamieniami pamiętającymi świetność starożytnego Rzymu, z tym, który był mi nieobcy...
 
Mój towarzysz znał perfekcyjnie większość języków europejskich, kilka dalekowschodnich, nie było więc problemu z wyborem przewodnika. Zwiedzanie, oglądanie, jakaś przekąska, doskonała kawa, łyk słodko-gorzkiego Amaro, dzika plaża z chwilą radości bezgranicznej i, nagłe zaskoczenie: nasz statek odpływa! W panicznym tempie zbierałam rozrzuconą odzież, plecaki, potem krzycząc i wymachując czym się tylko dało biegliśmy w kierunku przystani. Ktoś zauważył nasze wariactwo, statek powoli powrócił, by zabrać dwójkę gapiów...

Śmialiśmy się, szczęśliwi, choć Amaro dawno z nas wywietrzało, oddychałam głęboko, powoli odzyskiwałam spokój. Łagodne adriatyckie  fale, błękit wszechogarniający, słońce chylące się ku zachodowi, w oddali delikatnie zarysowana sylwetka delfina. Idylla... Patrzyłam na błękitno szarą, rozzłoconą już linię horyzontu, szukałam jego oczu... Bezskutecznie.
.
Nagle, wyciągnął stopy przed siebie:
- Widziałaś? Mam skarpetki z bambusa. Kupiłem je na Tajwanie...

„Skarpetki z bambusa!” W pierwszej chwili nie zrozumiałam, potem spojrzałam na stopy okryte szarą dzianiną, na której dostrzegłam dyskretny napis: bambus...

Czar prysnął...

Wtedy nie pomyślałam o tym, że kilka lat później bambusowa piżama przywoła tamten obraz.

I nie wydarzy się nic, zupełnie nic...
  • awatar Arachidowa Arachne: Pięknie to napisałaś. Wzruszyłam się a na moją twarz wpełzł smutny uśmiech (tak, uśmiech może być smutny). Mam nadzieję że na Twojej jest zawsze ciepły i radosny kiedy wspominasz tą eskapadę i że "bambus" nie zdołał zepsuć wspomnień.
  • awatar nomadka: @Arachidowa Arachne: "Bambus" odczarował mnie wtedy, no jeszcze niezupełnie, inne wydarzenia wkrótce po tamtej wycieczce, pozwoliły mi odzyskać wzrok. Teraz śmieję się najzupełniej szczerze i radośnie, także z tamtej eskapady. :)
  • awatar Arachidowa Arachne: @nomadka: a więc skoro jesteś już zupełnie odczarowana to mogę to powiedzieć oficjalnie (nastoletnim slangiem): niech spada na bambus! ;) ;) ;) :D
Pokaż wszystkie (6) ›