Wpisy użytkownika nomadka z dnia 20 września 2011

Liczba wpisów: 3

gina02
 
Kilka dni temu dziecię oznajmiło, że ma dla mnie bon na zabieg relaksacyjny, zwany Rytuałem Hammam, połączony z masażem całego ciała. Chociaż określenie „rytuał” wzbudziło we mnie lekki niepokój, postanowiłam udać się w określonym czasie do salonu SPA, by tam poddać się obiecanej „rewitalizacji”…

Nie będę opisywała szczegółów owej przyjemności, dość, że zrelaksowałam się dopiero po pokonaniu, w bardzo szybkim tempie, około 500 metrów, oczywiście po opuszczeniu  „Salonu ”…

To, że z hedonizmem mi nie do twarzy wiem od jakiegoś już czasu, z luksusem, podobnie. Przekonałam się o tym w niezupełnie miły sposób. W uświadomieniu pomogła mi podróż, jedna z wielu. Tym razem miałam pokonać kilkaset kilometrów, Mercedesem klasy S /robionym na zamówienie/ z jakimś specyficznym zawieszeniem, które powodowało, że samochód płynął nawet po bardzo ostrych zakrętach. Skutek - z trudem łapałam zakręty do toalety, jeszcze przez 2 dni po podróży.

Przyjemności lubię, lecz czerpię je zupełnie gdzie indziej, radością napełnia mnie wiele całkiem  maleńkich rzeczy…  Bo lubię – lubić :).

Kocham być tam, gdzie trawa czysta, woda źródlana, gdzie wiatr hulać może, a zapach odurza naturalną świeżością…  Udało mi się wybrać w takie miejsce wczoraj, znaleźć ostatnie poziomki na łące, uśmiechnąć się do słońca, zachłysnąć urodą krajobrazu… Posmakować pstrąga z czystej, źródlanej wody.Zebrać garść dojrzałych już owoców dzikiej róży...

Ale najważniejsze, jest to, że czas wędrówki dzieliłam z córką.

Dzisiaj, inna przyjemność: film Woody Allena „O północy w Paryżu”, ech, może nie napiszę już więcej, bo – to specyficzny, ale jednak - hedonizm…
  • awatar ponurnik: "O polnocy w Paryzu" obejrzalam tydzien temu :) Kurcze pomysl na film genialny,ale tyle watkow mozna bylo rozwinac,tyle znakomitych aktorow mialo pole do popisu...Mam straszny niedosyt po tym filmie,na samo wyobrazenie ile jeszcze mozna bylo z tego filmu zrobic i jak go rozwinac ech...
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gina02
 
Zrobiłam ogromne zakupy. Skomponowałam obiad niezwykle starannie, pięknie zaaranżowałam stół. Wyjęłam wino, schowane na "szczególną okazję". Chciałam świętować z Nimi, z moimi przyjaciółmi…

Ostatnie naświetlanie, wizyta u lekarza i telefon: „Wyniki są DOBRE!!!”

SĄ DOBRE!

Uskrzydleni tą wiadomością pomknęli do domu, by już jutro wyjechać w kierunku słońca. Toskania, lub ukochane przez nich południe Francji. Powakacyjne, spokojne, ciepłe miasteczka o cudownym, południowym kolorycie i klimacie. W tych miejscach zbierali siły, zanim rozpoczęli walkę ze zdiagnozowaną już chorobą.

Radość jest we mnie. Ogromna.

Za miesiąc znów będą blisko – na konsultacji lekarskiej.

Winogrona w ogrodzie Artysty słodkie, pora pakować walizkę…
  • awatar barbarella: Ciszę się razem z Wami :)
  • awatar nomadka: @barbarella: To naprawdę ogromna radość, choć nie pozbawiona prawdy - rak jest złośliwy. Przyspieszyli termin wyjazdu, przed chwilą Ewa dała znać: - Wyjeżdżamy już dzisiaj, zostaniemy tam gdzie nam się spodoba. Obiecała przysłać wiadomość :)
  • awatar Lotar King: Gratuluję ;-)
Pokaż wszystkie (8) ›
 

gina02
 
Cytat ten – według mnie niezwykle  prawdziwie brzmiący - rozpoczyna  książkę, której tytuł zaintrygował mnie tak, że stała się moją własnością. Jakiś czas temu obiecałam sobie nie kupować kolejnych tomów,  jako że mieszkanie - o określonych gabarytach- zaczynało być głównie przez nie zamieszkiwane. Gdy przepełnione regały mocno uginać zaczęły się pod ciężarem, nie tyleż mądrych i pięknych słów, co wagi papieru,  w sukurs przyszła mi Małgosia „bieszczadzka” : - Przyślij niepotrzebne książki do nas, zrobimy z nich bibliotekę w dziczy… Odetchnęłam. Część książek już wysłałam, inne postanowiłam przygotować do podróży.

Książka, którą kupiłam tym razem, to pozycja zatytułowana:  „Szaleństwo! Leczymy nie tych, których trzeba”, autorem jej jest psycholog, psychoterapeuta Manfred Lütz. Chcę się teraz  podzielić z Wami jej fragmentem:

…”Kiedy my psychiatrzy albo psychoterapeuci, siadamy przed telewizorem, by obejrzeć wiadomości, za każdym razem ulegamy irytacji. Mówi się tam wciąż o podżegaczach wojennych, terrorystach, mordercach, o ludziach dopuszczających się nadużyć i przestępstw gospodarczych, o wyrachowanych i bezlitosnych księgowych i bezwstydnych maniakalnych egoistach  –  i nikt ich nie leczy. Co więcej, takie typy funkcjonują nawet w opinii publicznej jako osoby całkowicie normalne.  Wtedy przychodzą mi na myśl wszyscy ci ludzie, z którymi stykam się w ciągu dnia w klinice, wzruszający pacjenci dotknięci demencją, wrażliwi chorzy cierpiący z powodu uzależnienia, niezwykle delikatni i uczuciowi schizofrenicy, wstrząsający do głębi cierpiący na depresję i wzbudzający podziw maniacy, i co mnie ogarnia – zwątpienie. Budzi się we mnie całkiem mroczne podejrzenie, że leczymy nie tych, których trzeba! Naszym problemem nie są szaleńcy, naszym problemem są normalni!”

Podobną w treści myśl zawarł w przepięknym  „Posłaniu do Nadwrażliwych”,  cudowny człowiek, profesor Kazimierz Dąbrowski.

Już cieszę się na bliższe spotkanie z zakupioną lekturą. Tym bardziej, że wciąż przed oczyma mam osoby wyłamujące się ze schematów, te - inne, nie pasujące do oczekiwań stawianych przez realny świat, takie jak zapamiętana z wczesnego dzieciństwa Maria Wnęk, malarka schizofreniczka, czy bardzo zdolny, niezrealizowany aktor - alkoholik. Chcę Wam kiedyś o ich kolorowym świecie  opowiedzieć.

Problemem jednak jest  – czas.  "Czas, to miłość", przeczytałam kiedyś. Zatem, już jutro jadę do moich kochanych, by tą miłością – czasem i ich obdarować, otulić …
Stęskniłam się za Nimi prawdziwie.
  • awatar Bafka: Ja, kiedy wyjedzszalam do Niemiec takze oddalam wszystkie swoje ksiazki do biblioteki. Jakies trzy lata pozniej biblioteka byla zalana w czasie powodzi, wiec kolejne kartony z ksiazkami przyjeli ode mnie z wyrazami wdziecznosci. Oddalam w sumie jakies 2 tys. ksiazek. Wszystkie przeczytane. Dzis mam znowu pelno ksiazek w domu, choc malo ktora jest po polsku. Staram sie juz nie kupowac, ale wciaz od czasu do czasu mnie jakas skusi.
  • awatar Mid-century modern: Na terenach górskich, imagineskopy weszły w szersze użycie podczas wędrówek pasterskiej ludności wołoskiej. Siedemnastowieczne źródła wskazują niezbicie na powszechny już fakt używania imagineskopów wykonanych z drewna świerkowego. Niezwykle interesującą notatkę, ponad wszel-ką wątpliwość świadczącą o używaniu imagineskopu przez ludność góralską w latach siedemdziesią-tych XVII w., znalazł autor w Aktach spraw złoczyńców miasta Żywca. Przytaczamy ją tu w całości: ... ktorzi to beskidnicy, iako to hołota minorum gentiorum w Górze kukowskiey abritium maięcy, na trakcie od oppidum Sucha ku Żiwcowi wiedącym swywole y gwałty czinili, którym Michał, Anioła zagrodnika z Kukowa syn przewodzęcy, wielką zuchwałość okazywał a przechwalał się, iże nigdy go harnicy nie uymą, bo walasskim sposobem przez dziurę po sęku we szczapie smerkowey spoglądając, wsze iakowymś sposobem się ocali. (...) Onże, plebanią w Skawcach naszedłszy, owąż spalił, za co go xiądz Warga publicznie przeklął
  • awatar Mid-century modern: po czym iawnie szczęście go odstąpiło y w trzi tydnie, gdy w karczmie w Kukowie piany leżał, kędy dla przyczyny karczmarki z urody słynący zachodzić zwykłbył, a nigdy straży podeyść się nie dawał, tak tedy onę szczapę na śpiącku mu odięli y na kaźń do Żiwca oddali, gdzie był sądzony a zasądzony. Imagineskop, jakim posługiwali się zbójnicy beskidzcy, będący zwykłym kawałkiem szczapy drewnianej z dziurą po sęku, stał się prototypem słynnego dziś na cały świat imagineskopu Jabcona (zob. Wstęp do imagineskopii, str. 123, rys. 6).
Pokaż wszystkie (7) ›