Wpisy użytkownika nomadka z dnia 8 kwietnia 2011

Liczba wpisów: 1

gina02
 
Zmęczenie, zapracowanie, zrodziło pragnienie. Pragnienie ciszy wewnętrznej. Zgubiłam ją gdzieś w ostatnim czasie.

T. Merton - amerykański trapista, w liście do Ojca Świętego Jana XXIII wyznaje: "Wydaje mi się, że jako mnich w zakonie kontemplacyjnym nie muszę zamykać się w samotności i zrywać wszelkiego kontaktu z resztą świata; to raczej ten biedny świat ma prawo do mojej samotności".

Merton, pustelnik – podróżujący, nie przestaje być człowiekiem otwartym na świat, jednak  nie ma wątpliwości co do tego, że tylko wtedy jest w pełni normalną osobą, gdy dostępna  jest mu duża doza samotności.

W codzienności, takiej zwyczajnej, trudno jest o samotność, o ciszę potrzebną choćby po to, by w niej odpocząć nieco... Wszechobecny hałas zabija myśli, rozmowy, tłamsi wewnętrznie. Zwykle uciekałam od niego wysoko, w góry, by tam, gdzie stopy opierają się o maleńki skrawek ziemi, a ramiona wyciągają już tylko ku przestworzom, kontemplować piękno w zupełnej ciszy. Lubiłam także, na rowerze, cichutko pokonywać leśne ostępy. Znajdowałam ją płynąc kajakiem po dzikim jeziorze, czy też zimą pokonując na nartach śladowych białe przestrznie… Noszę ją w sobie, zapamiętaną... Dzisiaj, powróciło mocne pragnienie ponownego doświadczenia jej...

Przeczytałam o ciekawym miejscu w Irlandii, jakim jest wyspa Lough Derg, Czerwone Jezioro /związane z kultem św. Patryka/  – to miejsce pielgrzymek, ascezy, gdzie ludzie pokonują słabości ciała i ducha /głód, brak snu, skąpe odzienie narażające na niedogodności pogodowe i wielogodzinna modlitwa/, by pobyć w samotności i czegoś ważnego doświadczyć. Może powinnam  tam pojechać???

...” Irlandczycy uważają, że pielgrzymka leczy z siedmiu grzechów głównych. Bose stopy i zgrzebne ubranie nie chroniące przed surowością pogody uczą pokory. Pusty żołądek skłania do zastanowienia nad pułapkami obżarstwa i pijaństwa. Nie ma miejsca na gniew, lenistwo, zazdrość czy chciwość. Lough Derg nie jest miejscem związanym z jakimikolwiek cudami czy objawieniami. Nie ma tu sentymentalizmu. Jest to cicha, osobista i anonimowa pielgrzymka. Mimo to, okazuje się, że dostarcza ona głębokich przeżyć i satysfakcji. Nosi wszelkie znamiona duchowości celtyckiej, takie jak poszanowanie świętości przyrody, umiłowanie ciszy i samotności, pojmowanie czasu jako zjawiska cyklicznego, umiejętność radowania się zwykłą codziennością, a zarazem gotowość zmagania się z trudami twardego życia.”...

Potrzebna jest jednak szczerość intencji – przecież to tylko trzy dni, można je jakoś przetrzymać, potraktować jak fascynującą przygodę...  Nie, jeszcze nie...

Dla mnie prawdziwa samotność i cisza, jest czymś porównywalnym z najbardziej delikatnym, subtelnym muśnięciem warg, czymś takim jak lekki powiew, czy pieszczota fal... Dzisiaj - jest też tęsknotą...
  • awatar ponurnik: kiedys pragnelam samotnosci...dzisiaj mi doskwiera...ironia losu.
  • awatar kokonowa: Czasem odrobina samotności przydaje się w tej codziennej gonitwie...czasem człowiek aż wrecz teskni za odrobiną samotności,za ciszą dla uszu i duszy...pozdrawiam.
Pokaż wszystkie (2) ›