Wpisy użytkownika nomadka z dnia 26 marca 2011

Liczba wpisów: 2

gina02
 
Minął pierwszy miesiąc bez Niej. Obrazy z tamtych chwil, jak ostry błysk flesza, wciąż wdzierają się w pozorny spokój... Zastygam.
Bezwiednie zaciskam szczęki. Mięśni wciąż napiętych rozluźnić nie potrafię.

Myślałam, że wiem, że rozumiem, że współczuję, towarzysząc innym. Przytulałam, przygarniałam, plotłam bzdury… Nie wiedziałam, bo nie doświadczyłam… Nigdy też nie pragnęłam tego poznania... Wypełniał mnie lęk…

Podczas wędrówki przez życie spotkałam Jego. Był stareńkim człowiekiem, o niesamowitej osobowości. Człowiekiem, wypełnionym poznaniem, wiedzą głęboką i prawdziwą: że nie ma nic cenniejszego, niż życie samo. Nie pozwalał zabić nawet muchy… Był osobą wolną od przywiązań, wiedział, że zniewalają… Mogą stać się pułapką. Mieszkał niezwykle skromnie, ale miał wokół siebie jakąś jasność, pokój i radość wewnętrzną. Mądrość…
Bo – doświadczył...

Mając naście lat utracił wszystko, w sensie dosłownym, on – adiutant ostatniego cara Rosji, z pożogi rewolucji wyniósł ów skarb największy i jedyny – życie i wolność.
Mając 18 lat nie umiał samodzielnie założyć butów, bo żył dotąd w bajkowym bogactwie, otoczony służbą i wygodami. Stracił wszystkich i wszystko… Do końca swoich dni nie odzyskał nawet nazwiska. Zmarł i został pogrzebany pod przybranym, bo był już prawdziwie innym człowiekiem.

Człowiekiem, który doświadczył…
  • awatar tannat: i który odnalazł siebie...przed takimi Ludźmi zawsze chylę głowę
  • awatar nomadka: @tannat: poznał prawdę, a ona - wyzwala.
  • awatar Żerków&Śmiełów - Galeria&Art: ale z pewnością przeszedł przez wiele takich chwil kiedy miał wrażenie ze brak energii go przytłacza i zniewala, ze jest sam i otacza go pustka........
Pokaż wszystkie (4) ›
 

gina02
 
Głos w słuchawce telefonu, jak zawsze przyjazny i ciepły. Dzisiaj brzmiał bardziej szaro, choć spokojnie. Niepokój zrodziło lekkie jego drżenie.

Zwykle słyszałam: - "Przyjedź, przecież wiesz, że  czekamy na Ciebie z niecierpliwością! Kiedy będziesz???"

Dzisiaj, zabrzmiało groźne: - "Jasiu ma raka. Lekarze zaniedbali pierwsze objawy..."

Zamarłam, moja przyjaciółka, ta sama od wczesnej młodości, bliska mi jak siostra - i jej ból... Moja wierna i kochana Ewa - cierpi...

Jasiu, przystojny brunet, jest jej mężem, prawdziwie kochanym, od lat. W ich niezwykle wysmakowanym domu, Jaś ma swoje ulubione miejsce, to kąt salonu. Stoi w nim stare pianino... Jan o poranku budzi swoje kochane dziewczyny i mnie, będącą prawie domownikiem, ariami śpiewanymi przy pianinie :). To jest jego modlitwa, w taki sposób zwykł rozpoczynać kolejne dni... Wieczory, przy winku, w pięknym otoczeniu ogromnego zbioru pasteli i akwareli współczesnych polskich autorów, zwykły wypełniać nam gorące rozmowy o sztuce i rzeczach nierzeczywistych, trudnych do zdefiniowania. Bo Jasiu nosi w sobie wciąż tyle pytań - jego głębokie, czarne oczy płoną, gdy zadaje je sobie i innym... Jest koneserem sztuki, zdolnym rzeźbiarzem i wykształconym muzycznie śpiewakiem operowym. Naszym małym córeczkom śpiewał "Słonia Trąbalskiego", w czasach, gdy jedna z nich raczkowała, a druga już pewnie stawiała pierwsze kroki... :)
Potem dokonał trudnego wyboru: porzucił nieźle zapowiadającą się karierę muzyczną, dla rodziny.

Z czasów kontraktów z włoskimi operami pozostała mu fascynacja, wręcz miłość, do południa Europy. Zaraził nią swoją żonę :). Każdego roku przynajmniej dwukrotnie, po okresie wzmożonego ruchu turystycznego, odwiedzają Toskanię i Prowansję. Całymi tygodniami potrafią włóczyć się po miejscach niekoniecznie turystycznych, chłonąć światło i klimat ukochanych miasteczek, przeżywać operowe dzieła, pod pogodnym włoskim niebem. Są szczęśliwi... Inaczej, dotąd - byli.

Chcę być z nimi, teraz, gdy trudno...