Wpisy użytkownika nomadka z dnia 20 marca 2011

Liczba wpisów: 4

gina02
 
Walizka… Pochłania zawartość szafy.

Jutro powrót do…, no właśnie, dokąd? Zwykle wraca się do domu…

Upewniłam się, że mogę wyjechać. Kardiolog wykazywał chęć zrobienia EKG mnie, a nie mojej Mamie, żartował, komplementował, ale i uspokoił: stan stabilny, nie jest dobrze, ale…

Dzisiaj dom pachnie cynamonem, goździkami, imbirem. Mama upiekła cisto marchewkowe, bardzo lubiane przez Tatę i moją Córkę. Jutro zawiozę jej trochę tych domowych smaków i zapachów, owiniętych szczelnie w pergamin :).

Odwiedziłam Sio przed wyjazdem… Minęły trzy tygodnie… Nadal ciemno jest we mnie...

Pakowanie… Znowu...Powrót...

Zmęczenie...
  • awatar ponurnik: masz wiecej sily ode mnie...ja od pogrzebu,ktory ledwie pamietam nie bylam na cmentarzu ani razu...nie moge.nie umiem.nie mam sily... :(
  • awatar Jarocin-ocalić od zapomnienia: a co by było gdyby nie było tego "pakowanie, zmęczenie, powrót, wyjazd, powrót" itp itd?
  • awatar nomadka: @Jarocin-ocalić od zapomnienia: Może czas na pasję zaniedbane, na zwykłą codzienność, a właściwie na jej smakowanie :)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

gina02
 
  • awatar Mid-century modern: Cudownie!!Brdzo prgnal bym uslyszec ja w Vangelisa Mythodea spiewajac 9 Movement...Ktory tobie go dedykuje na dzisiejszy wieczor...www.youtube.com/watch?v=MYg66WY-N-s
  • awatar nomadka: @Mid-century modern: Ja także chciałabym ja usłyszeć, na żywo! W proponowanym przez Ciebie utworze - również :). Ma głos koloraturowy, śpiewa pięknie, ma wspaniałą figurę i urody jej nie brakuje! Dziękuję za dedykację, chętnie posłucham tej muzyki wolności i przestrzeni bezkresnej :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gina02
 
nomadka: Regeneruje się…

Księżyc, lekko zachmurzony, tajemniczo zagląda do okna na X piętrze… Przesuwam panele, by ukryć się przed jego spojrzeniem. Ech, „księżycu srebrny, ty planeto blady”, pozwól dzisiaj zasnąć spokojnie…
Jutro, w mojej „szufladzie” będzie głośno i tłoczno, od 7 rano, na obydwu poziomach czeka mnie kucie ścian; w kuchni i łazience – wymiana pionów wodnych :(. Jak ja nie lubię żyć „w stadzie”. Urodziłam się i wychowałam, do życia bez ograniczeń, w wolności, także decyzyjnej, a tu… - Spółdzielnia zarządziła :(.

Jak ja to zniosę!!!!!????? Nie wiem, już w połowie drogi miałam ochotę wyskoczyć z pędzącego samochodu.
Marzę o samotni w górach…
Mądra i troskliwa Paulina nie pozwala mi uciec. Uważa, że powinnam być zajęta, żeby nie rozpamiętywać wydarzeń z ostatniego okresu.

Nie rozpamiętywać…
  • awatar tannat: X piętro to i tak pięknie. U stóp masz cały świat a nad sobą tylko niebo...ale, sama wiesz, rozumiem niechęć do stada
  • awatar Mid-century modern: Paulina jest madrym czlowiekiem.."MAJZLIK" do reki i kucie betonu od rana.....Kiski...
  • awatar nomadka: @tannat: a niechęć do hałasu? Warkotu narzędzi, pyłu, obcych w domu etc. X piętra też nie lubię, wolę bliskość łąk, podłogę z desek w ryterskim domku, popielicę stukającą łapkami w strop, okna maleńkie, zamykane na haczyk, stary piec, który mruczy gdy w nim palę, iskry padające do popielnika, wodę bulgocącą w wielgachnym garze na rozgrzanej blasze... Kocham ciszę, samotność, w tej maleńkiej, starej chatce :)
Pokaż wszystkie (16) ›
 

gina02
 
Zmęczona trudnymi wieściami z realnego świata; kataklizm w Japonii, walki w Afryce, wojna w Libii... uciekam z ulgą we wspomnienia...

Z Murowańca, zboczem Żółtej Turni, wyruszyliśmy w kierunku Orlej Perci, przez dziką dolinę Pańszczycy, i dalej -  na przełęcz , z której rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków w całych Tatrach – Krzyżne, ostateczny cel tego dnia stanowiły Granaty.
Powietrze, niezwykle przejrzyste, pachniało ziołami, przez błękit nieba leniwie przesuwały się białe obłoki… wymarzony dzień na wędrówkę.

Pachnąca, zielona dolina, zamieniła się w skalisty, groźnie wyglądający krajobraz.. Dzień wciąż był pogodny, z łagodnym wietrzykiem, niosącym ulgę wędrowcom.

W niewielkiej odległości od szlaku, stado kozic stukało kopytkami o skalne podłoże.

Zatrzymywałam się często, ciesząc oczy dziką urodą krajobrazu. Nie spieszyłam się. Moi towarzysze znacznie mnie wyprzedzili.. Byłam sama. Serpentynami kamiennej ścieżki ułożonej w piarżysku, wspinałam się w kierunku przełęczy.
Poczułam niepokój. Ze zdumieniem graniczącym z osłupieniem, zobaczyłam stojącego na ścieżce -  w postawie „bojowej” -  kozła.  Zaskoczona sytuacją, zadziwiona bliskością  wpatrzonego we mnie zwierzęcia, stanęłam jak wryta. Kozioł powinien uciekać przede mną, robiącą dość wiele hałasu już samym wędrowaniem. Gdy ochłonęłam dostrzegłam, że dzielny ten samiec, chroni samiczkę z młodymi, znajdującą się kilka metrów wyżej… Powoli, nieufnie, wciąż obserwując moje poczynania, kozioł wycofał się, dopiero wtedy, gdy ostatnie młode było już w bezpiecznym miejscu…

Chwilę później ruszyłam w dalszą drogę. Kamień, strącony gdzieś w okolicy Orlej Perci, spowodował lawinę odbijających się od stoku - i zapraszających coraz większą ilość do wspólnego opadania - głazów. Poczułam się zupełnie bezbronna. Pod nawis skalny zdołałam wsunąć jedynie głowę. Spadające kamienie powoli wytracały impet… Lawina oszczędziła mnie. …  Kozioł zapisał się w pamięci…

Ten bogaty we wrażenia dzień, podarował nam jeszcze niezwykle groźną burzę na grani…

Moje góry, te góry kapryśne, wciąż fascynują mnie swoją zmiennością, nieprzewidywalnością.. To na ich szlakach uczyłam się, że nie wszystko da się przewidzieć, że nie zawsze mogę być panem swego losu. To one uczyły prawdziwej pokory, ukazywały kruchość, ale i piękno istnienia. Uczyły, że bez wysiłku, nie osiągnę upragnionego celu.

Dydaktyka gór - bez patosu, nadętej mądrości, ta najprawdziwsza :).

A szczyt, będący metaforą, czegoś „ponad”, czegoś co przekracza konkretną rzeczywistość, zdobyty w mozolnej, często nie pozbawionej fizycznej zadyszki, wędrówce po stromej i najeżonej przeszkodami ścieżce, to także pewien obraz życia. Tego najprawdziwszego, które często bywa wyzwaniem zmuszającym nas do przekraczania samych siebie nie tylko dla siebie :).
  • awatar Coobus: bywałem tam, ale nigdy o tej porze roku, wiadomo, mieszczuch ze stolicy... pomyślałej o górach w marcu i ciarki przeszły mi po plecach... twarda jesteś... ale nie szukaj w ten sposób zapomnienia
  • awatar nomadka: @Coobus: To co opowiedziałam wydarzyło się w letni, piękny dzień :). W marcu także wędrowałam po górach, podejmowałam ryzyko przejść przez lawinisko, czołgałam się po cienkiej warstwie zlodowaciałego śniegu na młodniku :). Tym razem nie grozi mi wyjście w góry, brak kondycji, obowiązki, wciąż trzymają mnie w domu...
Pokaż wszystkie (2) ›