Wpisy użytkownika nomadka z dnia 20 lutego 2011

Liczba wpisów: 2

gina02
 
nomadka: Dałam się uprowadzić. Film był dobry, potem kolacja, champagne i świeżo przyrządzone domowe pączki, kremówka warta grzechu… Nawet przez moment zrzuciłam z siebie ciężar minionego czasu…

Wcześniejsza rozmowa z Augustynem uświadomiła mi, że z ostatnich kilku lat niewiele pozostało w mojej pamięci. Jakieś nic nie znaczące strzępy wydarzeń, migawki z czegoś, co być może było faktem, albo i nie. Nie pamiętałam nawet kiedy, i w jakich okolicznościach, spotkałam go po raz pierwszy…

Stres, walka z czasem i przeciwnościami, absolutna koncentracja na Sio i jej chorobie, sprawiły, że tych kilku lat – nie ma w mojej pamięci…

W piękny lipcowy wieczór, Sio zaprosiła mnie do „Spóźnionego Słowika”, takiej romantycznej kawiarenki na sądeckich plantach, by właśnie tam oznajmić mi, coś czego nigdy nie chciałabym usłyszeć. Wyglądała zjawiskowo pięknie tego dnia. Była jednak bardziej skupiona niż zwykle.  Zamówiłyśmy jakiś specjał „pani komarowej” …Powiedziała wtedy: -  G., mam Ci coś ważnego do powiedzenia. Zamów sobie coś „mocniejszego” …
Sio, wciąż za kierownicą swojego samochodu, rzadko mogła pozwolić sobie na wypicie drinka. Do dzisiaj czekają na nas - w jej piwniczce - specjały, które dla niej zwoziłam z licznych podróży…

Potem usłyszałam zdanie, które „pożarło” ostatnie cztery lata mojego życia: - „To nie były polipy, to co usunął lekarz w kwietniu. Mam guza w zatoce szczękowej, jest już ogromny…”

I: - ”Załóż ten pierścionek na palec, oddasz mi go, jeśli wyzdrowieję…”

Nie noszę biżuterii, ale jego nie zdjęłam od tamtej chwili. Brylancik, połyskując na moim palcu, wciąż przypomina…

Odtąd wszystko zlewa się w jedną całość: tysiące telefonów, szukanie ludzi którzy chcieliby - i mogli - pomóc w znalezieniu najlepszego rozwiązania… Napięta walka z czasem… Szpitale, kolejne operacje odrastającego guza, liczne błędne diagnozy i ta, nie dająca już zbyt dużej nadziei, którą Sio usłyszała w Paryżu… Potem jeszcze były naświetlania protonami… i konsekwencje tych ostatnich… Stwierdzenie: nie powiodło się, zrobiliśmy co było możliwe.

Spędziłyśmy z Sio w tym czasie wiele wspólnych chwil, tych trudnych - na klinice w Warszawie, okres jej rekonwalescencji, gdy opiekowałam się nią leżącą, tygodnie w ośrodkach z dietą oczyszczającą – na tzw. „głodówkach”, które miały pomóc w opanowaniu choroby. W ryterskiej samotni, na borówkach, których dotąd nie cierpiałam zbierać… Udało nam się pojechać na piękną chorwacką wyspę i polecieć do Orebic. Tylko w Paryżu nie mogłam jej towarzyszyć.

Piękna twarz Sio przeminęła, zgrabne, zadbane ciało, zamieniło - w bezwładność, stało się swoim własnym cieniem… Tylko dusza pozostała niezwykle piękna, a duch – silny. Umysł fascynujący, jak zawsze. I serce pełne miłości!!!! Sio jest - i wiem to - będzie, nie tylko w naszej pamięci.

Zrozumiałam to czuwając przy niej, niezwykle jasno, tak jak nigdy dotąd…
  • awatar Mid-century modern: Jak twoje ucho?
  • awatar nomadka: @Mid-century modern: Terapia "jajeczna" przyniosła niespodziewanie dobry efekt. Nie boli :).
  • awatar tannat: bardzo się cieszę, że ktoś o Ciebie zadbał, że dałaś sobie kilka chwil tylko dla siebie Twoje słowa maluja tak żywe obrazy...mam wrażenie, że tylko delikatna szyba oddziela mnie od nich...to Twoja wrażliwość nadaje im tę plastyczność...egoistycznie ogrzewam sie w ich cieple
Pokaż wszystkie (7) ›
 

gina02
 
Wychowałam się w świecie zdominowanym przez kobiety. W domu, oprócz czterech córek, była jeszcze mama i babcia + pracownice zatrudnione w firmie. W świecie zewnętrznym też - panie – nauczycielki, lekarki, pielęgniarki ...

Wzorce kobiece jakie towarzyszyły mi od wczesnego dzieciństwa były bardzo różne: zaradna i przedsiębiorcza, elegancka,  przybrana Babcia, niezwykle pracowita Mama, ciocie, moje siostry, przyjaciółki z dzieciństwa i młodości. Każda z nich była całkowicie inną osobą, wszystkie, pomimo swej inności i odrębności, były mi bardzo bliskie. Urodziłam też córeczkę, chyba nie mogło być inaczej :).

Kilka dni temu przeczytałam na blogu fascynującej kobiety, czego nie lubi.  Uśmiechnęłam się. Jakiś czas temu napisałabym coś bardzo zbliżonego. Doświadczenie zmieniło mnie na tyle, że nie odrzucam już tak zdecydowanie, raczej szukam kompromisów i dzięki temu też lubię:

- kino – dobre, gatunki – różne, w zależności od tego, czy chcę odpocząć, czy też pomyśleć, lub przeżyć jedynie spotkanie z obrazem, uzupełnionym muzyką
-  Crème brûlée, i wszystko, co z gałązek i krzaczków zebrać mogę, ale i świeże ananasy, melony… - uuu, rozmarzyłam się :)
- zarówno zachody, jak i wschody słońca, szczególnie te witane pośród porannej rosy na górskich łąkach, kiedy lekko podnoszące się mgły, jakby objawiając ukrytą dotąd  pastelową rzeczywistość, uchylają rąbka tajemnicy, ukazując urodę dopiero co budzącego się świata
- żywioł morski i góry, chyba równie mocno – fascynuje mnie ich piękno, siła oddziaływania na wyobraźnię, kreowanie przygody
- jeśli chodzi o kawę, to zdecydowanie wolę małe, mocne, gorzkie espresso, od czegokolwiek innego zwanego „kawą”
- sztuki i literatury nie dzielę na "męską" i "kobiecą", lubię – dobrą, niezależnie od płci autora
- czasopisma…  przeglądam fachowe, inne nużą mnie, nie lubię gdy ktoś za mnie myśli
- tu mam problem, szpilki posiadam, noszę je czasem, choć - nie lubię, wolę buty stabilne, takie w których mogę pokonywać duże odległości pewnym, szybkim krokiem  /nie mówię o butach przeznaczonych do górskich wędrówek/
- deptaków i kurortów też nie lubię
- wino, cóż, to moja słabość, jedna z wielu :)
- perfumy, używam różnych nut zapachowych, w zależności od pory roku, nastroju, nawet barw jakimi jestem otoczona, czy po prostu - fantazji :)
- intuicja – hm… zbyt duża, była - i jest - mi przeszkodą…
- ludzi nie oceniam zbyt szybko, nie odrzucam, daję szansę każdemu człowiekowi – kiedyś bywało inaczej…

Dodam jeszcze, że jestem wielbicielką minimalizmu, konsekwencji w kreowaniu także siebie, chociaż w ostatnim czasie, nie wiem dlaczego, np.  kupuję rzeczy o ostrych barwach – dotąd na takie nawet nie patrzyłam. Dzisiaj np. mam na sobie sukienkę w kolorze czerwieni koralowej :)! Samą mnie to zadziwia! :) Sio lubiła błękity, szarości, koronki i falbanki, wirujące dołem spódnice, falujące włosy, była w tym niezwykle kobieca. Marzyła o pięknej balowej sukni, udało nam się kupić tę wymarzoną, dwa lata temu. Poczuła się w niej prawdziwą księżniczką, zatańczyła jeden jedyny raz… Ale zdążyła spełnić marzenie :), :), :).

Cieszy mnie różnorodność ludzkich osobowości, to niezwykłe bogactwo, jakim jest każdy z nas…
  • awatar Mid-century modern: Oby tylko ktos nie uznal twego wpisu ,za oferte matrymonialna..
  • awatar tannat: uśmiechnęłam się :)
  • awatar nomadka: @Mid-century modern: hm..., chyba nie, nie podaję wymiarów ;)!
Pokaż wszystkie (10) ›