Wpisy użytkownika nomadka z dnia 13 lutego 2011

Liczba wpisów: 1

gina02
 
W powietrzu unosi się lekki zapach przedwiośnia. Podobno gdzieniegdzie swoje łebki zaczęły już wystawiać przebiśniegi :). Jest późno, usiłuję jeszcze pracować, przychodzi mi to wielkim trudem. Myśli kołaczą się po przeszłości, jak Marek po piekle. Wracają dobre, wiosenne wspomnienia - z raju :).
Sio jest wegetarianką, choć teraz jest to już bez znaczenia.
Pokochałam ten jej wegetarianizm. Nigdy i nigdzie nie jadałam tak bajecznie kolorowo :). W ryterskim ogródeczku rosły pachnące, pięknie kwitnące zioła, z których tworzyła prawdziwe arcydzieła.  Zainteresowanie zdrowym żywieniem wyprowadziło ją na łąki. Zaczęła poznawać dziko rosnące rośliny lecznicze. Wiotka, gibka, zręcznie biegała po miedzach i parowach całej rycerskiej posiadłości i okolicznych pagórków.  Entuzjastycznie zbierała trawska i listeczki roślin, by potem suszyć je w ogromnych ilościach. Robiła także przedziwne z nich mikstury. I winko, pyszne,  np. z owoców dzikiej róży… Kochała las, znała go dobrze. Patrząc na nią tak bardzo tam szczęśliwą, miałam wrażenie, że czerpie z niego życie… Latem zbierała z radością maliny, borówki /czarne jagody, to w nich zwykle łapała kleszcze/, znała polany pachnące dojrzałymi leśnymi poziomkami. Kiedyś zaprowadziła mnie na jedną z nich: - Zapamiętaj – powiedziała…

Nie chciałam zapamiętać… odnaleźć jej nie potrafię.

Jesienią były - grzyby. Rydze robiła doskonałe; w marynacie i kiszone, by potem obdzielać słoiczkami tych, którzy je lubili.

Dzięki jej zapobiegliwości  zdrowie rodziców, pomimo upływającego czasu, było dobre.

Dwa lata temu, w maju, gdy po ostatniej operacji, została jeszcze w Warszawie, wybrałam się jej śladami na rycerskie łąki, by zebrać pokrzywę i zrobić z niej sok. W ilościach hurtowych!!!  Dla Niej i rodziców… Tego soku już nie wypiła.

Pokonałam kolejny opór, gdy przyszła pora na winko aloesowe, tylko suszu ziołowo-warzywnego /ponoć bomby witaminowo-mikroelemntowej/ nigdy zrobić nie zdołałam.

Sio ze śmiechem, powiedziała: - No widzę, że jeszcze BĘDĄ Z CIEBIE LUDZIE!!!!

Wzięłam w dłonie maleńką, śliczną buteleczkę z tajemniczą miksturą.  Dar mojej Sio, otrzymałam go kilka lat temu...  Podobno, dzięki niemu miałyśmy się nie dać przemijaniu, tak twierdziła… Wywołał uśmiech na mojej twarzy. Sio nigdy nie stosowała chemii, wyglądała rewelacyjnie. Ten - wyciąg z ziół - to larendogra… nie zastosowałam go… Pozostanie więc swojego rodzaju „reliktem”  minionego czasu, jak i książki o zielarstwie i domowej produkcji kosmetyków, które dla niej nabyłam.
Pokrywa je kurz…

Sio zawsze miała tak mało czasu dla siebie, także te krótkie chwile, które spędzałyśmy w  ukochanym rycerskim raju, musiała kraść codzienności… tym bardziej były one dla nas cenne.

Rano jadę do Niej...
  • awatar Coobus: tak jakoś dziwnie się czuję, kiedy piszesz o niej w czasie przeszłym. wiem, normalna forma, w tych wspomnieniach jak najbardziej normalna, ale jakaś bolesna...
  • awatar nomadka: @Coobus: Dla mnie ona także jest bolesna, to próba wyrażenia zgody na coś z czym wciąż nie umiem się zmierzyć ostatecznie.
Pokaż wszystkie (2) ›