Wpisy użytkownika nomadka z dnia 14 stycznia 2011

Liczba wpisów: 6

gina02
 
nomadka: Rozmawiałam dzisiaj z kimś, kto śmiało mógłby porównać swoją historię życia do scenariusza, jaki los przygotował biblijnemu Hiobowi.

Augustyn, zadzwonił, by zapytać o Sio...Rozmowa potoczyła się zupełnie inaczej...
  • awatar tannat: umie się jeszcze uśmiechać?
  • awatar nomadka: @tannat: Tak, jest niezwykle radosnym człowiekiem, ufnym. Dla mnie nieprawdopodobne są jego losy. Stracił ogromny majątek, firmę, żonę /zmarła na raka/, ze zbuntowanym synem nie ma kontaktu. Zamieszkał w małym domku przyjaciół... Jest niezwykle mocny. Ma czterdzieści kilka lat, a historię człowieka przynajmniej 100 letniego.
  • awatar Mid-century modern: Moje serce sie cieszy jak widze siostry cwierkajace radosnie ze soba...
Pokaż wszystkie (7) ›
 

gina02
 

Ktoś mądry powiedział mi, że dobro i zło wymyślili filozofowie…

A ja sobie tak myślę, że ono po prostu jest. Określanie pojęć - to inna sprawa.

Dobro.

Doświadczałam go w  różnych momentach mojego życia i sytuacjach wręcz nieprawdopodobnych. Chyba najbardziej widoczne stało się w krytycznym momencie mojego życia. Wtedy, gdy już naprawdę nie chciałam być…

Choroba Sio zatrzymała mnie w pędzie do nikąd… Postawiła wiele pytań, stworzyła trudne do zaakceptowania sytuacje. Zachwiała całym, znanym dotąd światem.
Stała się też  terenem, na którym dobro mocno zaakcentowało swoją obecność, swoją moc. Od samego początku trudnych wydarzeń było. Najpierw delikatne dobro Sio,  jej próba oszczędzenia mnie i naszych bliskich,  a potem: od chwili, w  której pojawiłam się w warszawskiej klinice, z walizką i głębokim przekonaniem, że: nie zostawię jej samej! – BYŁO, tak zwyczajnie i po prostu.  Wcześnie rano, jadąc do Warszawy, nie wiedziałam gdzie i - czy w ogóle - znajdę lokum na tę i pozostałe noce.
Tej nocy, spałam w pięknym apartamentowcu  na Saskiej Kępie, u osoby, o której istnieniu wczoraj nie wiedziałam.  Ktoś obcy zaufał mi, dał klucze do wszystkiego co posiadał. Kobieta, wcale nie święta, lecz DOBRA,  która przyszła – odpowiadając na czyjąś prośbę - zobaczyć czy Sio wybudziła się po operacji. Daleka znajoma mojej znajomej… Mieszkałam u niej przez całe dwa tygodnie, i za każdym razem, kiedy Sio wracała na kolejne operacje do kliniki… Wciąż jesteśmy w bliskim kontakcie…
W rok później, guz zaatakował ponownie. Operacja i  – piękna - ludzka postać, jedna z wielu jakie spotkałyśmy na drodze cierpienia i beznadziei. Augustyn. To on przynosił Sio świeże, białe róże,  tam, gdzie  kwiaty wydawały się być zupełną abstrakcją. Jego żona, Ewa, umierała na raka mózgu. Walczył o nią  z ogromnym zaangażowaniem i ofiarnością. Towarzyszyłyśmy mu tak, jak potrafiłyśmy, ze zwykłą ludzką solidarnością i miłością. Stał się przyjacielem Sio, a i dla mnie kimś nieobcym  . Gdy 2 lata później, stanęłyśmy przed ogromnym dylematem - brakiem dużej gotówki potrzebnej na leczenie w Paryżu, przyjechał nocą z Warszawy -  i bez słowa  - położył znaczną kwotę na kuchennym blacie… Znajdował się w krytycznej sytuacji, choroba żony pochłonęła część posiadanego majątku, zaniedbania w firmie, spowodowały jej upadek, a on sam stracił wszystko. Stał się kompletnym życiowym bankrutem. Pozostało mu jedynie prawe, gorące, serce i ufność. Były i inne osoby, znane nam i obce, niektóre z nich budziły strach na osiedlowych uliczkach… Na pytanie dlaczego nam pomagają, zwykle odpowiadały prosto i krótko: - Przecież zrobilibyście to samo, prawda?

Pieniądze zdobyliśmy. Sio skrupulatnie zapisywała przynoszone kwoty, by potem zwrócić je ofiarodawcom, choć oni wcale tego nie oczekiwali. Dzięki ludzkiej solidarności i dobroci, mogła, na wiele miesięcy,  polecieć do Paryża.
Jej osobiste dobro, właściwie - dobroć,  rodziła podobne reakcje.

Bo dobro rodzi dobro, mocno w to wierzę!

A zło? I ono istnieje. Doświadczyłam go wielokrotnie, ale nie chcąc jego eskalacji, staram się nie pamiętać, przebaczać. Każdego dnia od nowa…

Pragnąc by dobro i nadzieja zataczały coraz większe kręgi, zaadoptowałam dziewczynkę z Zambii. Gdy jej zdjęcie ujawniłam rodzinie, mój siostrzeniec nie krył zaskoczenia:

- Myślałem, że ciocia jest porządna. A tu – córka czarna, ojciec nieznany, hm… ;)

Chcę napisać kiedyś o Jamnej. Tam, w czasie historycznym,  starło się zło z dobrem, pozornie wygrało to pierwsze…
  • awatar ponurnik: a pokaz nam dziewczynke :)
  • awatar nomadka: @ponurnik: To "adopcja na odległość". Ona żyje w swoim świecie, w swojej kulturze i ojczyźnie, a ja umożliwiam jej naukę, utrzymuje z nią i jej opiekunami, kontakt korespondencyjny. Jeśli jutro wskanuję zdjęcie, to je tutaj umieszczę.
  • awatar Mid-century modern: Historie o manifestacji Boskiego Absolutu u nas ludzi nie mozn a zamykac w imeratywach filozoficznuch.One JA i Jego zubazaja..sprowadzaja do naszego ludzkiego poziomu..A przeciez tak latwo byc Bogiem niz czlowiekiem..Niestety niektorzy nie dostrzegaja Jego w sobie..Podtrzymuje opinie, ze zlo zostalo wymyslone ...a to okreslamy "dobrem" jest JEGO Natura w nas..ps..W swoim motto powolujesz sie na T.Mertona..On rowniez kwestionuje istnienia "zla" w jego woli STWORZENIA...
Pokaż wszystkie (19) ›
 

gina02
 
Wyprosiłam ten tekst od jego tłumaczki, zauroczona jego klimatem. Nie wiedziałam wtedy, że będzie mi myślą przewodnią :).

Przeczytajcie :).

Pieśń z pustyni ojca Piotra (abbé Pierre)

Pewnego dnia, gdy chylił się on już ku zachodowi, ujrzałem, jak na obłoku tańczą ze sobą miłość i cierpienie i jak – tańcząc – śpiewają hymn na cześć Boga, który podał im dźwięk la. Zbliżyłem się, zdziwiony widokiem miłości, która kocha cierpienie i cierpienia kochającego miłość. Jak mogły one trzymać się za rękę i tak kochać? Znałem już dobrze jedno i drugie. Ona, tak piękna i ono, takie brzydkie. Podszedłem, zdziwiony i spostrzegłem, że twarz cierpienia była zmieniona. Już nie było brzydkie, ale na jego jaśniejącym czole promieniało piękno; wokół niego unosiła się spokojna harmonia. Zaskoczony, zwróciłem spojrzenie na miłość i ujrzałem ją także piękną, tym subtelnym pięknem tak promieniejącym, że było dla mnie jak olśnienie. A światło tam panujące było nie z tego świata.
Wtedy, wciąż uważny, znieruchomiałem i usłyszałem jak cierpienie mówi do miłości: „Nie zostawiaj mnie – ty, któraś mnie przywołała; wiem, że bez ciebie będę brzydkie. Obiecaj, że nigdy mnie nie opuścisz – boję się zostać samo.” A miłość odpowiedziała głosem, w którym brzmiała Wieczność: „Niczego się nie bój, małe cierpienie, czy nie wiesz, że ja również jestem o wiele piękniejsza gdy jestem z tobą, choć śmiertelnicy, widząc mnie bez ciebie nie mogą sobie wyobrazić, że blask na mojej twarzy mógłby być większy. Tak, drogie cierpienie, kocham cię, ponieważ to ty dopełniasz mojego piękna i jedynie ty potrafisz uczynić je doskonałym, tak pełnym światła i radości.”
Pozostałem długo patrząc na tą scenę, a później zebrałem się na odwagę i poprosiłem cierpienie i miłość by zabrały mnie ze sobą. Wzięły mnie w ramiona i uniosły jak dziecko...

Zawsze, zawsze będę ubogi, zawsze będę śpiewał z nimi pieśń chwały Bogu, który uczynił nam dar ze swojego życia Pana, Bogu wielkiego źródła, Bogu pełni, Bogu, który zjednoczył nas i z trojga uczynił jedno.
Przyjdźcie wszyscy, przyjdźcie wszystkie i dołączcie do nas; hymn będzie tak czysty i lekki, że uniesie się od razu na skrzydłach do nieba, by połączyć się ze śpiewem wszystkich aniołów.

(Jak możemy myśleć, że można mieć jedno bez drugiego tu, gdy jesteśmy w drodze: kochać bez cierpienia i cierpieć bez miłości – i nie stracić tej niewypowiedzianej radości i pokoju w największej głębi nas samych?)

                                   abbé Pierre, Francja
  • awatar Lelumpolelum: fajne
  • awatar nomadka: @LelumPolelum: To nie tylko "fajne", ta piękna, poetycka alegoria, jest mądrością. "Ono - takie brzydkie" - bez Miłości :). I tak jest, każdego dnia od nowa, uczę się tego.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gina02
 
Poproszono mnie o przepis na przepyszne ciasto. Przepisałam go z moich szpargałów, teraz mając tę całą "instrukcję" w wersji elektronicznej, postanowiłam podzielić się także z Wami tą kruchutką, przepyszną, bezową delikatnością:

Tort grylażowy.

Ciasto:

8 białek
40 dag włoskich orzechów /20 dag zmielić, 20 dag posiekać/
60 dag cukru pudru
2 łyżki mąki

Wykonanie:

Ubić pianę dodając stopniowo cały cukier. Ubijać około ½ h.
Na samym końcu dodać wszystkie orzechy i mąkę. Delikatnie wymieszać.
Z tego bezowego ciasta upiec 6-7 placków. Tortownicę należy  wcześniej  natłuścić, obsypać tartą bułką. Ciasto piec w temperaturze 180º C.
Upieczone, cienkie krążki grylażowe, należy szybko zdjąć z tortownicy.

Krem:

8 żółtek
2 jaja
Laska wanilii
20 dag cukru pudru
3 kostki masła
1 kieliszek spirytusu

Żółtka i całe jaja ubić na parze z cukrem i miąższem z wanilii, ora szczypta soli.
Masło utrzeć „na puch”, stopniowo dodawać do utartego masła wystudzoną masę jajeczną + kieliszek spirytusu, lub brandy.

Grylaż:

10 dag orzechów
6 łyżek cukru

Na patelni rozgrzać cukier na jasny kolor. Włożyć połówki orzechów, chwilkę smażyć.
Na marmurowy blat, zwilżony wodą, wyłożyć orzechy.
Gdy zastygną posiekać je starannie i obsypać nimi tort wysmarowany masą.

Można usprawnić sobie pracę siekając orzechy przy pomocy robota, jeśli się go posiada ;). Także palcki grylażowe możemy wysuszyć /trwa to około 15 min./ formując je na wcześniej przygotowanych i nasmarowanych masłem, krążkach z papieru pergaminowego, lub papieru do pieczenia. Wtedy nie czekamy aż zwolni się tortownica, by upiec kolejny krążek ciasta. Nie musimy także od razu zdejmować go. Pozostawiamy na papierze do wystygnięcia.  

No i… po robocie!

Dobra kawka, miłe towarzystwo i torcik – przedsmak raju :).

Przepis jest na dość duży tort. Można zmniejszyć o połowę, zwłaszcza, że porcję podaje się raczej niewielkie :). Za to łasuchy powtarzają je wielokrotnie...
  • awatar barbarella: A kto fotkę zapomniał wrzucić? :) Fotki nalewek tez są mile widziane.. w końcu je się także oczami.
  • awatar nomadka: @barbarella: Dobrze, uzupełnię, przy okazji kolejnej degustacji :)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

gina02
 

- Co życzysz sobie na dzisiejszy obiad?
- Przecież wiesz…
- Nie. Nie wiem…
- Wiesz co!
- No wiem, wiem… znowu?

I trę ziemniaki… Moja córka uwielbia placki ziemniaczane! Ja zdecydowanie mniej, a moje paznokcie jeszcze mniej je lubią…
Zapominam o mojej dawnej pasji kulinarnej :(.

Placki i... pierogi od babuni :).
  • awatar Parole: ja też uwielbiam placki ziemniaczane. tarte ziemniaki w każdej postać, kiszki, baby (u mnie na to się mówi blacharz), na ostro, na kwaśno, nawet na słodko... wpraszam się:)
  • awatar nomadka: @Parole: Wpadaj! Z czym placki mam przygotować? Ze śmietaną czy gulaszem? Może same, cieniutkie, chrupiące?
  • awatar Parole: @nomadka: i takie, i takie, i takie też:D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

gina02
 
nomadka: Rzeczy dzieją się niezależnie od naszej woli...

"Opadające płatki kwiatów
myślą o płynącej wodzie,
woda bieży dalej obojętna I BEZ UCZUĆ."

To kolejna stara, chińska sentencja. Trawię dzisiaj czas na czerwono - złoty tom...

Świeczka pod dzbankiem z herbatą dopala się. Czas odpocząć... :)
  • awatar tannat: spokojnej nocy Podróżniczko przez czas i przez emocje
  • awatar Mid-century modern: pytanie ignotanta : czy Taoizm ma cos wspolnego z Teina?
  • awatar nomadka: @tannat: I Tobie spokojnej nocy, niech Ci się nie przyśni kolczyk, tam gdzie być nie powinien :)
Pokaż wszystkie (6) ›