Wpisy użytkownika nomadka z dnia 11 stycznia 2011

Liczba wpisów: 5

gina02
 
nomadka: Mglistą nocą dotarłam do domu.

Łza spłynęła po policzku, w okolicy mostka znów pojawił się kamień. Szczęki tak dziwnie zaciśnięte...

Mam w oczach i sercu wciąż jeszcze wczorajszą chwilę. Jedną z najpiękniejszych w moim życiu. Chciałabym, by trwała...

Zwykle chronię rodziców przed fizycznym spotkaniem z cierpieniem Sio. Wczoraj było inaczej. Zabrałam ich do Niej... Sio, niezwykle podniecona ich obecnością mobilizowała wszystkie siły. Lekki rumieniec pojawił się na jej woskowej twarzy... Żartowała, jak dawniej... Szukała kapci:
- Te cieplutkie, wiesz, to dla Mamuni, a te...

Chwile wspólnie spędzone minęły szybciej niż jedna jedyna myśl. Chłonęła ich miłość, jak wyschnięta ziemia wodę. Miałam wrażenie, że zdrowieje w jej promieniach...
Nagle wtuliła się w ramiona Ojca, a On zaśpiewał, jak dawniej, piosenkę dla córeczki... Wtuleni w siebie rytmicznie kołysali się w jej takt... Sio kochała śpiewać, miała piękny głos. Zdumiona odkryłam, że nuci, wraz z tatą, kolędę...
Obydwoje wiedzą to samo, on na razie wygrywa z chorobą. Ona już nie...

Ten mój świat, pełen dobra, ciepła i miłości w tej pieśni - pożegnalnej...

Wybiegłam. Zabrałam ze sobą czuły dotyk i słowa pełne łez:
- "Będę na ciebie czekała. Przyjedź..."

Trzymam Cię za słowo Siostrzyczko.

Wrócę, jak najprędzej...
  • awatar Bafka: Az mi sie lezka zakrecila, gdy to przeczytalam...
  • awatar nomadka: @Bafka: Taki jest mój świat, Bafka, odchodzący...
  • awatar Coobus: wzruszające, nawet dla stwardniałego już serca
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gina02
 
Nieprawdopodobna RADOŚĆ Pauliny udzieliła się także mi. Zadzwoniła, żeby podziękować za drobiazgi, które wysłałam, na Boże Narodzenie. Obchodzi je o 2 tygodnie później niż ja.

Rosolis różany - stał się lekarstwem :)!
Pierniczki - radością dla pensjonariuszy smutnego Domu. Zdobią teraz ich wspólną choinkę. Ciasto - smakowało o wiele za bardzo... Kika butelek soku - stało się skarbem obdarzającym życiem...
A słodycze Paulina rozdała :).

Jasnym głosem Paulina powiedziała:
- Niczym nie mogłabym zapłacić tobie, za radość jaką nam zrobiłaś!

A ja? Teraz to ja jestem naprawdę szczęśliwa :), :),:)!!
  • awatar Jacek K: Zapłaciła... Radością:)
  • awatar nomadka: @Jacek K: I to było więcej, niż mogłam oczekiwać! Paulina jest osobą samotną, mieszka w Ekumenicznym Domu Opieki Społecznej...
  • awatar Jacek K: @nomadka: Podziwiam ludzi, którzy mimo własnych, często niemałych problemów wśród swoich bliskich, znajdują jeszcze w sobie siłę i czas, żeby dawać radość innym... :)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

gina02
 
Moje jaworzyńskie „kwiatki”:

Obiecałam opowiedzieć jak spędziłam kilka godzin na jaworzyńskich stokach w poniedziałkowy poranek. Dotrzymuję słowa :), jak zwykle.

Instynkt samozachowawczy podpowiedział mi tego poranka, żebym założyła kurtkę w niezwykle ostrym, czerwonym kolorze. Jaworzyna tonęła  w chmurach… Gondolki ginęły w gęstej mgle już przy pierwszej podporze. Warunki były dość trudne, co dla mnie nie miało znaczenia…
Przebijałam się przez tę szarość z entuzjazmem godnym znacznie większych spraw ;).
Wyruszyłam na czarna piątkę. Nie wiedziałam wtedy, że we mgle usłyszę głosy z  przeszłości. Usłyszę tych, których w ostatnim czasie zgubiłam, skoncentrowana na innych treściach i problemach.

We tej mgle Kiniu, mój serdeczny przyjaciel, wołał jak kiedyś: „Crazy, Grazy! Nareszcie, kochany Rudy Łepku, jesteś… Tęskniłem!”… Miałam wrażenie, że zaraz wpadnę w te jego przyjazne ramiona. Wpadłam w pustkę. Kiniu, po operacji kręgosłupa – już nie jeździ na nartach, plecak także odstawił… Małgosia, śliczna, drobna blondynka, niezwykle szczęśliwa. Uczy się wstawać, stawiać pierwsze kroki. To z nią kochałam kończyć  narciarski dzień, zjazdem przy księżycu. Czekałyśmy w knajpce, na to, by stok opustoszał zupełnie i wtedy, gdy ratraki zaczynały wyruszać w górę, my ruszałyśmy w dół pustą trasą, z uczuciem prawdziwego uskrzydlenia :). Wolności - absolutnej. Małgosi nie pokonała choroba nowotworowa, pokonał tramwaj, który uderzył w jej samochód. Zwariowana, kochana przez wszystkich, moja Elunia, z którą wielokrotnie wywijałam hołupce w narciarskich butach, przy dźwiękach ukraińskiej orkiestry, wyruszyła na pielgrzymki… Lucy, Jan, w śmiesznej czapeczce, Waldemar, ten który powiadomił Sio, jak miałam wypadek, nie żyje. Inni, wielu… Lista byłaby zbyt długa...
Jaworzyna zagęściła się wspomnieniami, także niezwykle radosnymi. Było mi z nimi tutaj bardzo, bardzo dobrze.
Uciekłam z zaludnionej wspomnieniami czarnej "5". Wsiadłam do gondoli. Gondolka, to tu zwykle wyciągałam mały niezbędnik – srebrną piersióweczkę, by łyczek czegoś dobrego, z przyjaciółmi dzielić. Teraz słuchałam wynurzeń kilku starszych panów, usiłujących zwrócić na siebie moją uwagę:
- Wiesz, ja kocham WSZYSTKIE KOBIETY. Brunetki, blondynki… - Białe i czarne - to podstawowe kolory, RESZTA, JEST POCHODNĄ!  Te wszystkie farby… Ja je kocham, a jest tu z nami dziewczyna…

Pomyślałam, że mają rację, kolory są pochodną...  Bez kolorów nie byłoby sztuki…

Cd. nastąpi ;)
  • awatar nomadka: Mały dopisek na temat Małgosi. Ma nadal błyszczące, duże piękne, jasne oczy. Już nie boi się swojego szczęścia... Walczy. Wierzy, że kiedyś jeszcze przypnie narty...
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gina02
 
Powędrowałam w kierunku jednej z karczm. Ominęłam tym razem tą, w której mogły mieszkać moje kolejne wspomnienia.  Usiadłam na wygodnej ławie, wtuliłam się w ciepłą baranicę. Z głośnika płynęły żywe dźwięki, w dziwnej aranżacji muzycznej. Jakiś głos śpiewał: …”kochaj mnie moja dziewczyno, kochaj mnie moja dziewczyno, pierwszy raz…
Teraz będzie numer drugi; ona mi buziaka da…", i znowu, od początku. Pomyślałam, że wszystko już wydarzyło się… Że taniec w narciarskich butach na stole już się nie powtórzy, że trudno byłoby mi teraz zarażać innych radością, tak jak niegdyś… Tylko piwo smakowało podobnie.
Pomiędzy rzewnymi dźwiękami góralskich skrzypiec,  z głośnika popłynęła ukochana pieśń Berii i Stalina – Suliko. Potem gwałtownie, poruszyły serce, dźwięki kapeli, chyba orawskiej. Ktoś śpiewał o Jniołach  w niebie. W mrocznej karczmie, kilimowy, czerwono odziany Janosik, wywijał ciupagą… Muzyka zmieniła się. Hej, hej – nowe rytmy nie pozwoliły spokojnie siedzieć, poruszyły tę moją gorącą lachowską krew :). Zrozumiałam, że zwariuję, jeśli natychmiast nie wyruszę na stok… Kufel opustoszał. Wyruszyłam w mgłę…

Pozostałe kwiatki z Jaworzyny:

W karczmie:

- Proszę pani, to jest z kurczaka?

- JAK JEST ANANAS, TO JEST Z KURCZAKA!

W gondoli:
- Przyjeżdża do mnie kobieta. Ale ona nie jeździ na nartach…
- To może ma chociaż inne zalety?
Ups…

Mglisty szczyt Jaworzyny pożegnał mnie dramatycznym nawoływanem:

- Fasolka! Razy dwa!!!

Z głośników płynęło: „Marina, Marina, Marina”, gdy wyruszałam w dół…

Chyba kupie narty biegowe…
  • awatar kotka na dachu: podobają mi się te "inne zalety" ;) i ta głowa z rączkami leżąca na stole. Nie bałas się, ze wypije Ci kawę albo ... piwo...
  • awatar tannat: mylisz się Nomadko...Ty wciąż dajesz radość i ...nadzieję
  • awatar nomadka: @kotka na dachu: tak, inne np. jazda na rowerze, pływanie, lub... ;)
Pokaż wszystkie (5) ›