Wpisy użytkownika nomadka z dnia 2 sierpnia 2010

Liczba wpisów: 3

gina02
 

Leniwy niedzielny poranek.

Obiad; kaczka nadziewana jabłkami, taka jaką lubimy najbardziej.

Jabłuszka pieczone z doskonałą żurawiną przywołują  ciepłe wspomnienie magicznych chwil  spędzonych w jesiennych Bieszczadach, i piękną Małgosię, artystkę kulinarną…  Aromatyczna żurawina jest właśnie jej dziełem…  Szkoda, że zabrakło żurawinówki…

Po południu wypad do miejsca, w którym poezja staje się realna:
Rynek tętniący życiem, kolorowy tłum, muzyka…
Piękny, rozgwieżdżony Mariacki… złote figury w ołtarzu.  Hejnał z wieży.
Marionetki… Tancerze ognia… Jakaś kapela…
Mały Rynek, śliczne zaułki…
Nad renesansową attyką Sukiennic ostatnie promienie słońca...
Kawiarenka, w ponurym podwórzu, sympatyczna i cicha…

Zabijam wspomnienia. Przecież tak niedawno chłonęłam te miejsca z Kimś Bardzo Ważnym i bliskim. Był sierpień... Na stateczku przycumowanym przy wiślanym brzegu, w ostatnich promieniach słońca piłam wino, słuchałam muzyki fal...Wierzyłam, że ten Ktoś będzie na zawsze, na wieczność...

Nie zdążyłam na spacer po wieczornym Kazimierzu, może wrócę???

Przed chwilą przyjechałam z Krakowa.


kaczuszka....JPG
  • awatar FoFa: Kaczka wygląda apetycznie, ale to wspomnienie stateczku zabrzmiało trochę smutno...
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gina02
 
Historii uczyli mnie ludzie, nie książki. Wczorajszy dzień przywołał postać pani Zofii, przyjaciółki babci. Kobiety, której życie spokojnie mogłoby stanowić kanwę powieści, lub filmu.
Była niezwykłą osobą. Urodziła się na wschodnich rubieżach naszego kraju, gdzieś w początkowych latach ubiegłego stulecia. Została porwana ze spokojnego dworu swoich rodziców przez starego hrabiego i poślubiona. Miała wtedy kilkanaście lat, hrabiego nie darzyła uczuciem. Uciekła do Stanów Zjednoczonych, grała w teatrze, wychowywała syna i córkę. Była piękna, nawet wtedy, gdy moje dziecięce oczy patrzyły już tylko na starą kobietę.
Wróciła do Warszawy dla swojej największej, jedynej miłości, lekarza wojskowego z kręgów bardzo bliskich Piłsudskiemu. Została jego żoną. Dostatnie i szczęśliwe życie nie trwało długo… Wybuchła wojna. Dionizy wyruszył w kierunku Rumunii z dokumentami ważnymi dla kraju. Przepadł… Pani Zofia nie zatrzymała się na bólu rozstania. Zrobiła przyspieszone kursy pielęgniarstwa i natychmiast podjęła wolontariacką pomoc w lazarecie polowym.  Jej przyjaciółki postąpiły podobnie. Wczorajsze damy z pokorą pochylały się nad łóżkami prostych żołnierzy. Pozostała też w warszawskim domu, wciąż oczekując na wiadomości od ukochanego. Nie wiedziała, że nigdy już do niej nie dotrą. Katyń, był milczeniem do końca jej dni…

Powstanie warszawskie, praca sanitariuszki… Strata wszystkiego… Przymusowe opuszczenie stolicy i wędrówka w nieznane, na południe kraju z jednym małym tobołkiem w dłoni. Jej córka zginęła w Oświęcimiu. Z synem, który pozostał w Ameryce, utraciła na wiele lat kontakt…

W mojej dziecięcej pamięci zachowała się relikwia; zdjęcie Dyzia, ukochanego pani Zofii. Do końca swoich dni z napięciem czekała na jego powrót. Nawet wtedy, gdy choroba Alzheimera powoli uwalniała ją od wspomnień, nie zapomniała o nim... Nie potrafiła, nie chciała uwierzyć, że nie żyje…

Niezwykłość jej polegała na tym, że nie pozostała w kręgu swojego bólu. Żyła niezwykle skromnie i pracowicie. Pomagała innym, bardziej biednym i pozbawionym nadziei. Włączyła się w pracę opieki społecznej, organizowała festyny na tzw. Wenecji sądeckiej, dzięki którym udawało się zwykle zgromadzić jakąś kwotę by zasilić nią budżety, tych którzy nie mieli na chleb… Spędzała w otwartym domu moich rodziców wszystkie święta, niedziele, wolne chwile ciesząc się tym, czego los nie dał jej posmakować... Nigdy nie widziałam jej narzekającej. Natomiast jej wierne serce uczyło mnie prawdy o miłości do mężczyzny, rodziny, ojczyzny…

Zmarła w domu opieki oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od Nowego Sącza, samotnie. Moja babcia nie mogła się nią już opiekować…
  • awatar barbarella: Mam łzy w oczach. Dziękuję Ci za to wspomnienie.
  • awatar Wes, kocury i rodzinka: Piękne , naprawdę piękne są losy naszych matek. Moja Mama urodzona Warszawianka mając siedemnaście lat uczestniczyła w powstaniu Warszawskim jako pielęgniarka a wcześniej jako listonosz. Mama bardzo rzadko opowiada o tych dniach ale zawsze z dumą. Potem były lata kiedy to nie wspominała o tym fakcie nikomu. Bała się , Niemca się nie bała ale komuny tak. Teraz powoli odkrywa karty swego życia , ale bardzo powoli. Dalej nie wierzy ludziom a nam swoim synom zawsze powtarza , że ojczyzna jest ważniejsza od rodziny . Ot , takie są nasze mamy, kochane i nie tylko. Wes.
  • awatar nomadka: @Wesley van der Zaret: Miałam szczęście poznać kilka osób będących autentycznymi świadkami historii, o innych słyszałam jedynie od moich bliskich. Zadziwiał mnie zawsze hart i pogoda ducha tych niezwykle doświadczonych ludzi. Odwaga i umiejętność przystosowania do radykalnie zmienionych warunków życia. W ubiegłym roku po raz pierwszy miałam okazję zwiedzić Muzeum Powstania w Warszawie i poukładać sobie to co już znałam z literatury i opowiadań.
Pokaż wszystkie (6) ›
 

gina02
 
Odrzuciłam propozycję wyprawy do Rumunii i Bułgarii. Z trudem. Program - niezwykle ciekawy...

Jestem coraz bardziej zmęczona...
  • awatar kotka na dachu: bez sensu ...
  • awatar nomadka: @kotka na dachu: Zmęczenie, tak, bez sensu :)!
  • awatar FoFa: Mówią, że "co się odwlecze do nie uciecze" Trzymam kciuki, żeby powtórzyła się podobna propozycja w stosownym czasie
Pokaż wszystkie (3) ›