Wpisy użytkownika nomadka z dnia 31 maja 2010

Liczba wpisów: 1

gina02
 

Na skutek wydarzeń z ostatnich dni, jakbym mocniej uświadomiła  sobie prozaiczną prawdę; że losem człowieka jest samotność.  Postanowiłam odnaleźć  przestrzeń potrzebną do jej przeżywania, dojrzeć do "bycia samej",  a nawet, w jakimś stopniu,  wyrazić  wewnętrzną zgodę na taki, a nie inny stan.  Potrzebowałam oddalenia od tego co  jest treścią dni,  przygotowania się na coś co nadejdzie, a właściwie, co już przyszło...
Wypełniało mnie  zmęczenie  poczuciem  prowizoryczności, przypadkowości i narastającego niepokoju.  Jakby przegranej?  Poczułam się trochę tak jak koń pełnej krwi zbyt długo trzymany w stajni, musiałam popędzić w dal...

Mój wybór padł na Pustynię Błędowską.  Myślałam:  wystarczy linia horyzontu, trochę nieba w górze,  piasku pod stopami i CISZA. Naiwna!  Zamiast tego,  odnalazłam zarastającą pustynię, wypełnioną głośnym  warkotem motorów krosowych i kładów... Moją wędrówkę przerwała  gwałtownie nadciągająca burza. I tak, zamiast spotkania z symboliką pustyni tej fizycznej i mojej wewnętrznej, zderzyłam się z nerwowym poszukiwaniem kierunku z którego przyszłam,  zagubiłam ślady własnych stóp... Byłam bezbronna w wielkiej piaskownicy…  Miałam wrażenie,  że moje nogi  -jak na steperze -  stoją w miejscu, pomimo ogromnego wysiłku z mojej strony, by iść coraz szybciej ....  Wiał wiatr, błyskawice przecinały grafitowe niebo… Poczułam bezsilność wobec przestrzeni, piasku niesionego przez wiatr, zasypującego oczy i wypełniającego usta... Smak pustyni.



Po jakimś czasie  powędrowałam  dalej, w  bliższy mi świat, świat skał;  Skałki Kroczyckie, piękne jurajskie ostańce. To takie urocze, choć mniej uczęszczane miejsce w Jurze Krakowsko - Częstochowskiej. Padał lekki deszcz, ktoś ćwiczył wspinaczkę, turystów było niewielu...  Odnalazłam tu ciszę, urodę łąk pełnych niezwykłych kwiatów i ziół. Jak zawsze z ogromnym podziwem przyglądałam się maleńkim roślinkom walczącym dzielnie o życie w wapiennej skale. Znów poczułam chorowitość  wapiennej skały…  Później w zwariowanym tempie cierpliwie  i wytrwale przedzierałam się szlakiem zarośniętym chaszczami, zatarasowanym drzewami wyrwanymi przez wiatr... Przemierzałam go jak swoją własną historię, jak bardzo osobistą drogę.

Tak minęła mi ostatnia niedziela deszczowego maja…
  • awatar nomadka: Oczywiście poczułam CHROPOWATOŚĆ wapiennej skały! :)
Pokaż wszystkie (1) ›