Wpisy użytkownika nomadka z dnia 18 grudnia 2010

Liczba wpisów: 2

gina02
 
nomadka: Za tydzień - godzina zero. Zwierzęta przemówią ludzkim głosem, tak twierdzi Coby :).  I ja chcę w to wierzyć!

Dzisiejszej nocy, nocy zbierania słów, by nieudolnie próbować opowiedzieć o Nich, przywędrowały do mnie wspomnienia z odległej przeszłości, z wigilii z przed wielu lat. Wigilii, która wyryła się w mojej pamięci szczególnie. Pewnie już zauważyliście, że dom moich rodziców nie jest, i nigdy nie był, domem pustym, domem smutnym, nijakim. To dzięki Nim właśnie miał - i ma -  ten swój niepowtarzalny charakter.

Chcę opowiedzieć zatem o tej zapamiętanej wigilii.
Miałam wtedy zaledwie kilka lat, czekałam z niepokojem i ciekawością na pierwszą gwiazdkę, czekałam na to by zasiąść do stołu, wraz z wszystkimi domownikami. Moje rude warkocze zdobiły wielkie białe kokardy. Jasne włosy Sio, także. Śnieżnobiały, mocno nakrochmalony obrus, na nim zielone gałązki, duża, pachnąca pleciona strucla drożdżowa i orzechy. W starym, mosiężnym, lichtarzu płonęły świece. Opłatki, miód… Choinka migotała światełkami i mocno pachniała. Dużą jodełkę, przywiezioną z lasu, zdobiły długie cukierki, jabłuszka, ciasteczka, zrobione przez dzieci łańcuchy, no i oczywiście piękne bombki. W tę świąteczną  atmosferę nagle wdarł się dysonans: mój Tato i ktoś, kogo niósł w swoich ramionach… A niósł osobę, jaką małe dziewczynki zwykły omijać z daleka. W ramionach Ojca był, pozbawionego nóg, żebrak. Przyniósł go prosto z ulicy, niekoniecznie świątecznie przyodzianego, by posadzić przy stole, w centralnym jego miejscu… Mama w pierwszym momencie oniemiała…

W taki sposób uczył nas szacunku i współczucia, uczył dostrzegać tych, którzy z różnych względów, żyli inaczej.

Mój Tato.  Moja Mama… Mój niecodzienny dom z krainy dzieciństwa…
  • awatar tannat: i Ty się dziwisz, że odbieramy Twoje wspomnienia jak najpiękniejsza bajkę? jak opowieść o świecie, który istnieje tylko w naszych marzeniach i nieśmiałych fantazjach...jakby dane Ci było żyć na innej planecie, gdzie na każdym kroku spotykasz Człowieka a nie ludzi...ta aura, ktorą roztaczacie roztapia wszystkie lody
  • awatar Mid-century modern: To o czym piszesz to nie wspomnienia..to rzeczywistosc ,ktora czyni cie Czlowiekiem jakim jestes..Pragne podziekowac twoim rodzicom za ciebie..Mysle , ze dzieci ( ktore potencjalnie masz)sa kontynuacja tego co w tobie najpiekniejsze.. Boga spotykamy codziennie.Jednak nie zawsze go dostrzegamy czy rozpoznajemy.Twoj ojciec , mama, ty, siostra rozpoznaly go wtedy w ramionach ojca...Mysle , ze wtedy zadecydowal On wlasnie na zawsze w nich pozostac..wsrod was..
  • awatar mkobiec: Marzę, by moje dzieci, kiedyś, w przyszłości, tak pięknie o mnie mówiły jak Ty o swoich rodzicach...
Pokaż wszystkie (10) ›
 

gina02
 
Mam za sobą trudną noc, wypełnioną bólem fizycznym – chyba nerw w barku i ręce nie pozwolił mi zmrużyć oka. Wieczorem wracam do Nowego Sącza, by jak napisała Tanat: zagniatać, lepić, słowem przygotowywać,  wraz z mamą, wszystko to co tradycyjnie pojawić się powinno na wigilijnym stole.
A potraw zawsze musi być minimum 12 :).
Wracam też do Sio, nieodrodnej córki swoich rodziców.  Swoimi postawami zawsze uczyła mnie wrażliwości, dobroci, ona – moja młodsza siostra. Miałyśmy zupełnie inne historie życia, moje z boku patrząc, było szalone, intrygujące. Jej – pracowite, skromne, nawet trudne. Kochała swoją małą ojczyznę wręcz namiętnie, żeby móc jeszcze bardziej ją poznać, została przewodnikiem turystycznym i beskidzkim. W jej życiu były różne okresy, ale nawet wtedy, gdy było jej bardzo ciężko, umiała dostrzec tych, których życie było jeszcze trudniejsze. Anonimowo pomagała głodnym dzieciom, płacąc za ich obiady w szkole. Niosła ulgę potrzebującym także na inne sposoby, zawsze dyskretnie i delikatnie. Przychodzi mi na myśl jej opowieść, która rozbawiła nas do łez. Sio spotkała na swej drodze M. Wykształconą osobę, także przewodniczkę, która postanowiła żyć ewangelicznie. Polegało to na tym, że wszystkie swoje zasoby rozdawała więźniom, cygańskim dzieciom, każdemu kto wg niej był w potrzebie. Sama głodowała, nie płaciła czynszu za mieszkanie. W końcu znalazła swoje miejsce w szpitalu psychiatrycznym. Ale zanim to nastąpiło, moja Sio robiła jej zakupy i dyskretnie wieszała je na klamce drzwi prowadzących do mieszkania. Pewnego razu spotkały się na ulicy. Sio, jak zwykle, serdecznie ja powitała, a widząc wymizerowaną okrutnie, postanowiła jej pomóc. Zabrała M. na zakupy. Wzięły duży wózek, M. krążyła od półki, do półki, wciąż dokładając nowe produkty. Sio poczuła lekki niepokój, miała przy sobie określoną kwotę, myśli zaczęły nerwowy bieg: czy wystarczy??? M. kupowała dalej. W pewnym momencie, spojrzała w kierunku Sio i spokojnie oznajmiła:
- Nie denerwuj się. Powinnaś mi podziękować za to, że pozwalam ci się uświęcać… :)

Kilka dni temu, drżącymi dłońmi wzięła torebkę, namacała portfel. Wyjęła banknot i zapytała mnie: co to jest? Podałam nominał. Odliczyła kilka banknotów i powiedziała: - Weź je, weź koniecznie. Daj A. , jej mąż zginął tragicznie, daj S. – jest chory, nie może pracować…

Z trudem powstrzymałam łzy.

Moja Sio jest wciąż taka sama…
  • awatar FoFa - galeria rozmaitości - moje pasje: myślę, ze powinnaś spisać te wszystkie przeżycia w jednej książce, stanowiłaby najlepszy przewodnik nie tylko po Beskidach, ale po całym "człowieczym" życiu...
  • awatar tannat: czytając twoje wspomnienia mam wrażenie jakbyście obie wyszły z Powieści Dickensa i basni Andersena...nie chcę by to zabrzmiało górnolotnie i pretensjonalnie, ale rozswietlacie mrok, Dziewczyny...dziekuje losowi, że trafiłam tu na Ciebie, Nomadko..
  • awatar Mid-century modern: Ou se trouve la charité et l'amour Dieu est présent...Jestem w modlitwie z wami.
Pokaż wszystkie (5) ›