Wpisy użytkownika nomadka z dnia 4 października 2010

Liczba wpisów: 1

gina02
 
365 dni. Przeminęło. Wczoraj. Tych dobrych, pełnych nadziei i takich, które zupełnie jej pozbawiały. Dni przygody, odpoczynku i wytężonej pracy. Rok mojego życia, z którego niewielką częścią podzieliłam się z Wami. Jakimś miniaturowym jego wycinkiem…
Dzisiaj zderzyłam się ze świadomością, że towarzyszę Wam już tak długo… Co więcej, wiem, że prawdziwie polubiłam te spotkania z Wami w wirtualnym, pingerowskim świecie! Polubiłam Was.

O ile dobrze pamiętam, zaczęłam pisać po powrocie ze pełnych słońca, jesiennych bieszczadzkich połonin. W rudych szarościach Bukowego Berda jarzębiny znaczyły swą obecność jaskrawo-pomarańczowopłomiennie. Mgły unosiły się wieczorem i rankiem nad górami, a z dolin dobiegały niezwykłe, tajemnicze odgłosy jeleni.  W jednym z pierwszych postów napisałam:
„Dzisiaj, wypełnił  mnie niepokój nabrzmiały oczekiwaniem prawdziwego śniegu, dzięki któremu znów wyrosną skrzydła u ramion narciarskich szaleńców, a  póki co... uciekam  - od zaokiennej szarości i mglistości - myślami do kwietniowego Courchevel... Kolejna kawa, herbata, w sercu narastające napięcie i pragnienie by wyruszyć przed siebie, pognać choćby w bezkresną krymską jajłę, czy kochane bieszczadzkie połoniny, tak niedawno ubarwione pięknie jesiennymi kolorami traw i czerwienią jarzębinowego gaju, z dobiegającym z lasów dramatycznym rykiem jeleni przynaglonych naturalną biologiczną potrzebą, które zatraciły się w miłosnych umizgach i walce o przedłużenie gatunku. W Bieszczady z ich wspaniałymi mieszkańcami, wolnymi posthippisowskimi Zakapiorami i barwnymi opowieściami tych, którzy spotkali NIEDŹWIEDZIA! Z pyszną żurawinówką pitą w magicznym miejscu, z tymi, których wybrało moje serce… Tymczasem przede mną wciąż piętrzy się stos czegoś, co traktuje o kłamstwie w kulturze jakiejś tam...i obietnica, że zrobię to na wczoraj... Pewnie zrobię!”

Pewnie zrobiłam, bo już nie piętrzy się przede mną ów stos. :) I choć bieszczadzkich połonin w tym roku nie odwiedziłam, to żurawinówkę wypiłam w Mucznym, z tym który spotkał niedźwiedzia… :) Powędrowałam trochę po moknących w deszcze ścieżkach, chociaż tyle! Dzisiaj nie czuję też napięcia związanego z nadchodzącą zimą, śniegiem, nartami. Zupełnie co innego zaprząta moje zamarłe w niepokoju serce…
  • awatar tannat: dzięki Tobie zapachniało mi tu "moimi" Bieszczadami...liśćmi, końskim potem, niebem na wyciagnięcie dłoni...zaszemrało źródłami Sanu i gałeziami buków...dziękuję
  • awatar Bafka: Droga Nomadko, ciesze sie ze jest taka wspaniala osoba jak Ty na pingerze. Czytajac Twoje wpisy, zawsze - mimo przeciez smutkow, jaki towarzysza Ci w zyciu - to wlasnie zawsze cieple i jakies takie pelne piekna, czuje sie sama nieraz od razu lepiej na duszy. Dziekuje Ci ze tu z nami jestes i obys byla jeszcze jak najdluzej.
  • awatar barbarella: Wszystkiego najlepszego z okazji blogowych urodzin, cieszę się, że mogę Cię czytać. Wiele się można z Twoich wpisów nauczyć :)
Pokaż wszystkie (11) ›