Wpisy użytkownika nomadka z dnia 29 listopada 2009

Liczba wpisów: 3

gina02
 
Widziałam dzisiaj miłość. Widziałam ją namacalnie. Była w oczach osiemdziesięcioletniego mężczyzny patrzącego w oblicze ukochanej kobiety – jego żony. Kilka dni temu podarował jej nieco zniszczone chłodem, ostatnie jesienne róże z jego ogrodu. Śpiewał: „są jak usta twe, kochana!”… Widziałam młodość i piękno w nich obojgu… Dzisiaj uczyłam się od nich mądrego przeżywania daru czasu, z pełną świadomością bezwładu przemijania jaki w nim jest zawarty… Naszego przemijania, ich przemijania… Dzisiaj obydwoje wybierali się na wesele. Byli piękni. Widziałam ich młode serca i dusze! Ona, zatańczyła poleczkę z prawnukiem, on zaśpiewał piosenkę, włożył swój najlepszy garnitur, wykrochmaloną i wyprasowaną przez Nią – dla Niego – śnieżnobiałą koszulę, płaszcz, kapelusz. Uchylił go pięknie wychodząc… Ona, promieniała, zmieniała sukienki, dobierała korale…Zmęczone, zniszczone pracą dłonie szorowała szczoteczką. Była piękna… Odeszli z niebywałą godnością i szacunkiem do siebie i wydarzenia jakim jest ślub kogoś bliskiego, poszli by raz jeszcze pięknie zatańczyć ukochane Tango Milonga… Pozostałam z tęsknotą patrząc za nimi gdy odchodzili...Teraz towarzyszy mi drzewo genealogiczne, które namalowała ich wnuczka, drzewo którego pień, tworzą właśnie Oni, moi ukochani… Na gałęziach są owoce ich życia: na razie 28 osób…
  • awatar nomadka: @Wiewiór: Bo ona istnieje naprawdę, jest w nas, tak jak i szczęście! Ta, trwa już 57 lat!Była pierwszą i jest ostatnią! Ewoluowała, dojrzewała, nie zniszczyły jej trudności życiowe. Piękniała, aż do spełnienia. Zamieniła się w ulubione ciasteczka pieczone dla Niego, w wyprasowane i krochmalone koszule, a on każdego dnia przekracza siebie, dla niej nie tylko wtedy, gdy przynosi róże... wciąż z wielkim już męstwem jeździ samochodem, żeby Ona - której dłuższe spacery już nie są wskazane - mogła aktywnie uczestniczyć w życiu...Ich miłość jest wierna,pozbawiona egoizmu... Kochają ich dzieci, wnuki i prawnuki! Kiedyś o nich opowiem więcej... Cieszę się, że ta prawdziwa historia, choć trochę Tobie pomogła!
Pokaż wszystkie (1) ›
 

gina02
 
nomadka: Nareszcie wyruszyłam w góry. Brak kondycji dał mi się natychmiast we znaki. Z trudem pokonywałam pierwsze strome podejście, opadłe z drzew liście pokrywały mało stabilne podłoże – kamienie usuwały się spod stóp… Na szczęście zabrałam ze sobą kijki. Kontuzjowane kolano,ostrym bólem przypominało mi o sobie… A zima tuż, tuż, chciałabym jeszcze przypiąć narty… Wszystkie te niedogodności rekompensowały widoki, niezwykle wyraziste, w przewianym mocno powietrzu, na horyzoncie pojawiły się Tatry. Miałam wrażenie, że pokrył je już śnieg. Wędrowałam po trawach oszronionych i zamarzniętych kałużach… Było cicho wokół mnie i we mnie samej… Słyszałam jedynie wiatr w koronach drzew i własny oddech, czułam znowu smak istnienia… samotnie szłam do samotni, by zapalić w piecu i wypić herbatę zaparzoną na krystalicznie czystej źródlanej wodzie... Wciąż jednak, gdzieś we mnie kołatała się myśl B. Brechta: „Losem człowieka jest człowiek”, z którą absolutnie się zgadzam, wiem że jest prawdziwa. Lubię ludzi, chcę być z nimi i dla nich. Czasem jednak wybieram samotność, czynię to zupełnie świadomie. Wyruszam wtedy w góry. Uciekam od betonowych bunkrów naszych mieszkań, hałasu zatłoczonych miast, zupełnie absurdalnego zabiegania, które powoduje, że tracimy wrażliwość, że coraz trudniej jest nam dostrzec: „NIESKOŃCZONOŚĆ W ZIARNKU PIASKU, WIECZNOŚĆ W KROPLI ROSY”… Lubię tę myśl C. Carretto.  Wróciłam, chociaż całą sobą chciałam pozostać tam dłużej, wróciłam by spakować walizkę i jutro wcześnie rano wyruszyć w drogę do tych, których nie chcę zgubić z przed oczu mojego serca…