Wpisy użytkownika nomadka z dnia 26 października 2009

Liczba wpisów: 1

gina02
 
Mglisty niedzielny dzień spędziłam w łóżeczku z gorącą /i wyjątkowo - czarną/ herbatą z cytrynką uszlachetnioną pachnącym sokiem malinowym. Stare babcine metody na, no właśnie, na co? Moja infekcja grypy raczej nie przypomina…za to herbata przywołując ciepłe wspomnienia, pozwala poczuć się bezpiecznie…Leżąc zatem pod cieplutką kołderką, z filiżanką parującej, pachnącej malinami herbaty w zasięgu ręki, wędruję w przeszłość. Irracjonalną…
Niedzielne późnojesienne popołudnie. Dzwonek. W wyciągniętych dłoniach dwóch panów stojących w otwartych drzwiach, dostrzegam legitymacje policyjne i słyszę:           - Dzień dobry! Jesteśmy z policji…. I dalej: - Chcieliśmy uprzedzić, że w najbliższym czasie zostanie okradzione pani mieszkanie. Wszystkie lokale na tych kondygnacjach już to spotkało. Zamilkłam, oszołomiona i zdumiona sprawnym działaniem służb które chronić mnie miały… Przecież wtedy, gdy ukradziono mi rower nikt nie poinformował mnie wcześniej o mającym nastąpić wydarzeniu, a tu? Nim zdążyłam zareagować słyszę: - Czy ma pani głuche telefony?  Zgodnie z prawdą,zadziwiona intuicją pytającego, mówię, że tak, gdyż od pewnego czasu nocą ktoś wybiera mój numer, by pomilczeć w słuchawce. Niezwykła radość ogarnia jednego z funkcjonariuszy: - To świetnie – prawie krzyczy - może nam pani pomóc!  Mogę pomóc, ale jak? Przez moją głowę gwałtownie przelatuje nawałnica myśli i rodzi się chęć współpracy – w słusznej sprawie ochrony mojego mienia  - natychmiast gotowa jestem ją podjąć!  - Chętnie, ale jak?  - PROSZĘ NIE ODBIERAĆ TYCH GŁUCHYCH TELEFONÓW, TYLKO JEŚLI ONE BĘDĄ, NATYCHMIAST SKONTAKTOWAĆ SIĘ Z NAMI!!! Ogarnia mnie entuzjazm -  ależ oczywiście, jakie to proste, złapiemy drani!      - Tak, tak zrobię!!! - Mówię radośnie… Tylko, skąd będę wiedziała, że telefon jest głuchy, jeśli nie podniosę słuchawki??? – myślę w panice już po wyjściu niespodziewanych stróżów mojego bezpieczeństwa i posiadanego dorobku… Irracjonalne, ale prawdziwe, trochę nawet śmieszne…Mimo ostrzeżenia, nie okradziono mnie wtedy. Od tamtej sytuacji minęło wiele lat, gdy pewnego razu oniemiała stanęłam w drzwiach zdemolowanej pracowni, splądrowanej przez rabusiów, którzy wynieśli wszystko co tylko wynieść  zechcieli… Pracowni zlokalizowanej w bardzo dobrze chronionym budynku przez specjalistyczną firmę… Nikt niczego nie zauważył, niczego też odzyskać  się nie udało…  I to też jest irracjonalne! Ale już mniej śmieszne…